wtorek, 28 lutego 2017

Pielęgnacja włosów z John Masters Organics - odżywka w sprayu Zielona herbata i nagietek oraz nabłyszczający żel Shine On

Jakiś czas temu przyjrzałam się swoim kosmetykom do pielęgnacji włosów i odkryłam, że tęsknię za odżywkami bez spłukiwania, takimi, które mogę nałożyć na umyte już włosy i które dadzą mi złudzenie lepszej pielęgnacji. Zawsze nieco podejrzliwie patrzę na produkty, które producent każe mi dokładnie spłukać i to zaledwie po trzech minutach od aplikacji! 


John Masters Organic ma w swojej ofercie zarówno produkty do ciała (zachwycające!), twarzy (niezłe, ale nie zatrzymałam się przy nich dłużej) i do włosów, które od paru miesięcy poznaję. W dzisiejszym wpisie zdarzę Wam co sądzę o dwóch z nich i są to: odżywka w sprayu Zielona herbata i nagietek oraz nabłyszczająca odżywka Shine on - obie bez spłukiwania. Ta pierwsza - Zielona herbata i nagietek - jest cudna: pięknie pachnie cierpkim zapachem siekanych ziół; mamy tu ekstrakty z zielonej herbaty, nagietka, nasion brokułów, rumianku i rozmarynu. Dzięki lekkiej wodnistej konsystencji błyskawicznie wnika we włosy nie oblepiając ich i nie obciążając. Sprawia, że włosy są miękkie, jedwabiście gładkie i błyszczące. Tak bardzo ją lubię, że czasem spryskuję nią nawet suche włosy, choćby po to, żeby ładniej pachniały ;) Nie zauważyłam jedynie, by odżywka - wbrew deklaracjom producenta - zwiększała objętość włosów, z pewnością za to dodaje im urody. Opakowanie to plastikowa buteleczka o pojemności 125 ml. Polecam gorąco.


Z Shine On nie poszło tak prosto. Założyłam, że będzie to produkt, który nie tylko odżywi i nabłyszczy włosy, ale także delikatnie podkreśli ich skręt/falowanie. No nie do końca ;) Być może to specyfika moich włosów (choć jest ich dużo to są raczej cienkie) ale nawet przy minimalnej ilości użytego żelu zdarzało się, że były nadmiernie obciążone i finalnie całości zdecydowanie bliżej było do efektu wiszących smętnie strąków niż sprężyście elastycznych pukli ;)  Tak naprawdę w pełni doceniłam Shine On wówczas, kiedy włosy narażone na działanie grzejników zaczęły się mocno elektryzować - i tu żel spisywał się idealnie - wystarczyła odrobina by ujarzmić to, co naelektryzowane. Podobnie radzi sobie z puszeniem. I choć nie mogę napisać, bym używała żelu regularnie, a już na pewno nie wyobrażam sobie nakładania go na włosy na całej długości (co robi na przykład Anula z boga Naturalna Zakupholiczka, odsyłam Was do jej recenzji: Klik!) to nie żałuję zakupu - żel najczęściej służy mi do pielęgnacji i zabezpieczania końcówek. Podobnie jak odżywka w sprayu, żel jest niesamowicie wydajny. Opakowanie to szklany słoiczek (113 gramów żelu).



Jeśli skusiłam Was na wypróbowanie kosmetyków JMO to zachęcam do zakupu bezpośrednio ze strony producenta. Regularne promocje i spory pakiet próbek osładzają ceny. 


 


16 komentarzy:

  1. Jedynie ten żel mnie zainteresował :)
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma wielu zwolenników, to prawda :)

      Usuń
  2. *: *: *:
    Bardzo mi miło :)))))
    To pewnie moim włosom spray by się nie podobał :)))
    Shine on to jedyna odżywka bez spłukiwania, którą polubiłam. Tylko masakrycznie wydajna, używam i używam i jeszcze poużywam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu odżywka jest świetna, inna zupełnie niż żel, to racja, ale robi same cudności na włosach :) Daj jej szansę :)

      Usuń
  3. Ja wszędzie widzę bursztyny.

    OdpowiedzUsuń
  4. na John Masters Organic od dawna mam chęć :) może w tym roku sie uda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja lista też jakby się powiększyła ;)

      Usuń
  5. ja miałam serum do twarzy z JM i bardzo je lubiłam, ale niestety się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się ta odżywka w spray'u :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już od jakiegoś czasu kręcę się przy kosmetykach John Masters Organic, ale jeszcze nie udało mi się nic kupić. Skusiłaś mnie trochę tym żelem, właśnie ze względu na dziwną formę... Może, może...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie można mu odmówić oryginalności :)

      Usuń
  8. Ja nie używałam jeszcze odżywek i szamponów, miałam rzeczy do ciała: peeling z malinami i balsam do ciała z pomarańczą i wanilią, wow jak pachniały pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata czytasz mi w myślach ;) właśnie peeling i balsam to następne pozycje do wypróbowania :)

      Usuń
  9. Nie miałam jeszcze okazji wypróbować produktów tej marki, wszystko przede mną :)
    Taki żelowy ujarzmiacz niesfornych kosmyków przydałby się na pewno :)

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, co o tym myślisz :-)