sobota, 17 maja 2014

Bielenda, Professional Home Expert i kilka kroków do jędrnych pośladków ;)

Serii Professional Home Expert marki Bielenda to propozycja dla tych, którzy wierzą w moc gabinetowych zabiegów, a jednocześnie nie mają na nie zbyt wiele czasu.  Wszystko co potrzebne do wykonania profesjonalnego zabiegu zamknięto w paru niewielkich tubkach opakowanych w miły dla oka zgrabny kartonik. W serii Professional Home Expert, Preparaty do ciała (jest też linia przeznaczona do twarzy) do wyboru mamy aż 3 zabiegi - każdy przeznaczony dla innej partii ciała - odpowiadające za pielęgnację pośladków, biustu i antycellulitowy. 
 

Jako pierwszy zdecydowałam się przetestować Zabieg intensywnie modelujący i ujędrniający pośladki Miracle Push -Up. Czas zabiegu producent określił na około 45 minut; a sam zabieg przebiega w pięciu precyzyjnie opisanych krokach - do wykonania każdego z nich przeznaczona jest oznaczona odpowiednim numerem tubka. Zawartość opakowania ma nam wystarczyć na 1 zabieg +, co w zupełności pokrywa się z moimi odczuciami.  I to tyle słowem wstępu, po szczegóły zapraszam dalej ;)


 
Unikalny 5-etapowy zabieg intensywnie modelujący i ujędrniający pośladki  to zestaw preparatów opartych na działaniu składników stosowanych w gabinetach kosmetycznych. Dzięki wysokiej skuteczności substancji aktywnych takich jak Zmikronizowane Algi Morskie, Mikrokolagen, Bio Bustyl, Kigelia Africana, Centella Asiatica spektakularne rezultaty mają być widoczne już po jednym zastosowaniu.  Zabieg przeznaczony jest dla osób chcących uatrakcyjnić wygląd pośladków, producent obiecuje lifting, ujędrnienie i wygładzenie skóry, zredukowanie rozstępów, a także poprawienie jej sprężystości i napięcia.  
 
 
Pierwszy etap zabiegu to głębokie oczyszczenie skóry poprzez umycie jej żelem, a następnie wykonanie peelingu. Żel jak żel, nie ma się nad czym rozwodzić, przyjemnie pachnie i dobrze oczyszcza, za to peeling zrobił na mnie niesamowite wrażenie, chętnie nabyłabym pełnowymiarowe opakowanie, o ile oczywiście producent takowe wypuści. Wygląda jak zblendowane kiwi - jest zielony i zawiera mnóstwo ostrych drobinek na podobieństwo pestek owocu. Dzięki ostrości jest też bardzo skuteczny, świetnie pobudza skórę i już parominutowy  - producent zaleca 5 minut - masaż sprawia, że jest ona idealnie gładka i nieco zaczerwieniona, ale poza kolorem nie zauważyłam podrażnień. Rewelacja. Zarówno żel jak i peeling starczyły mi tylko na jeden zabieg, choć w przypadku żelu to kwestia moich nawyków - nigdy go sobie nie żałuję, peeling zaś tak mi się spodobał, że nie mogłam się powstrzymać ;)
 

Etap drugi to tzw. faza aktywna - w osuszoną po peelingu skórę wmasowujemy uderzeniowe serum ujędrniające i pozostawiamy do wchłonięcia. Serum jako jedyne umieszczone jest innym niż tubka opakowaniu, czymś na kształt ampułki (7 ml), ma precyzyjny aplikator i dość płynną konsystencję - świetnie i szybko się wchłania, jest też bardzo wydajne, z powodzeniem wystarczy na dwa zabiegi. Zawiera Mikrokolagen, budulec włókien podporowych skóry, który polepsza jej elastyczność i sprężystość. Obok niego znajdziemy tu też ekstrakt z Kigelia Africana (bardziej swojska nazwa to drzewo kiełbasiane) o właściwościach modelujących, podnoszących i ujędrniających skórę, czyli odpowiedzialnych za natychmiastowy efekt Push-Up. Działanie serum bardzo mi się podoba, dość powiedzieć, że jest ono dostępne jako samodzielnie sprzedawany kosmetyk (opakowanie 5 ampułek) i rozważam jego zakup ;)

 
Kolejną częścią fazy aktywnej jest kremowa maska - określona przez producenta jako aktywator ujędrniania pośladków. Potęguje ona działanie serum (również zawiera Mikrokolagen, a ponadto Bio Bustyl, wspomagający syntezę kolagenu i elastyny składnik aktywny), liftinguje i modeluje pośladki, ponoć także redukuje rozstępy (choć trudno mi uwierzyć, by jednorazowy zabieg coś w tym temacie zdziałał).  Maskę należy pozostawić na skórze przez 15 minut, a następnie zmyć letnią wodą.

 
Ostatni etap i tubka odpowiadają za fazę trzecią - końcową, która sprowadza się do nałożenia na skórę intensywnie ujędrniającego balsamu do ciała. Balsam stymuluje odnowę komórkową skóry, głównie dzięki ekstraktowi z Centella Asiatica, który wykazuje silne  działanie antybakteryjne, przeciwobrzękowe, przeciwzapalne, a także stymuluje ziarninowanie.  Zarówno balsam jak i wcześniejsze maska i serum mają wyraźnie odczuwalne napinające działanie i nie ukrywam, także i te kosmetyki, obok peelingu, chętnie ugościłabym w swojej łazience jako część codziennej pielęgnacji. Na szczęście 30 mililitrów balsamu to ilość pozwalająca na co najmniej dwukrotne wykorzystanie tubki.


Jak oceniam zabieg?  Lepiej niż się spodziewałam ;) Nie ukrywam, że podeszłam do niego i wszystkich związanych z nim obietnic dość sceptycznie, ale Bielenda niezwykle miło mnie zaskoczyła. Całość sprawiła mi wiele przyjemności w trakcie (peeling!), dodatkowo okazało się, że efekt końcowy wart był poświęconego czasu. Skóra po zabiegu jest zdecydowanie bardziej napięta, ujędrniona i sprężysta, co więcej, wbrew moim obawom, efekt utrzymuje się znacznie dłużej niż do pierwszej kąpieli ;) Co do modelowania i kształtowania trudno mi się wypowiedzieć bardziej konkretnie - generalnie kształt moim pośladkom nadaje bieganie  (mocno polecam!) i ogólnie jestem raczej wyznawczynią teorii, że żaden kosmetyk nie da mojemu ciału tego, co porządna regularna porcja ruchu. Niemniej terapia Bielendy to z pewnością rzecz, na którą warto się pokusić - to świetne rozwiązanie zarówno na specjalne okazje jak i w ramach regularnego  rozpieszczenia swojego ciała ;)) Koszt takiej przyjemności to ok. 50 zł.
 
 

24 komentarze:

  1. Fajnie porobić sobie takie zabiegi przed latem :) Może nawet się skuszę, obietnice kuszą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ohoho nie spodziewałam się pozytywnej opinii na temat ten serii, zarówno do twarzy jak i do ciała, a tu zaskoczenie ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra sprawa przed wyjazdem wakacyjnym;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Troszkę czasu trzeba mieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno, ale też jakby nie było jest to jednorazowy zabieg, więc od czasu do czasu - czemu nie? ;)

      Usuń
  5. yyyy... ja mam problem, żeby się zmusić do posmarowania balsamem anty, co dopiero pitolić się z pięcioma tubkami?! :D Zamysł fajny, ale na pewno nie dla mnie. #jestęlenię ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię wszelkiego rodzaju mazidła, wklepywanie itd, ale pięć etapów to i dla mnie za dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój tyłek byłby w 7 niebie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa seria. Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiałam się nad tymi kosmetykami, widziałam też zestaw do twarzy, ale chyba jestem na to zbyt leniwa ;P.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie, że już wróciłaś :)
    Mam nadzieję, że wyjazd udał się wyśmienicie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, żal było wracać, tym bardziej że w Gdańsku jakby nieco mniej słońca ;)

      Usuń
    2. hahahaa :)
      no nie dziwię, że się nie chciało wracać, ale cieszę się, że jednak się zmusiłaś :D
      Jakaś relacja zdjęciowa z pobytu może będzie?

      Usuń
    3. Będzie na pewno ;) Muszę tylko wybrać zdjęcia (jak zwykle nie znamy umiaru w ich robieniu :D)

      Usuń
  11. Hmmm... pierwsze słyszę :)
    Aczkolwiek ten peeling brzmi cudownie. Mojej skórze też by się przydał.

    OdpowiedzUsuń
  12. 5 kroków to dla mnie za dużo, ale mam ochotę na peeling. Jeśli pojawi się w wersji pełnowymiarowej chętnie się na niego skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem za leniwa na zabiegi niestety:P

    OdpowiedzUsuń
  14. cuda... cuda... ale na ladny tylek to tylko sporty...

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajne to, ale bez dobrego ruchu to żaden kosmetyk nie pomoże, ale na pewno jako wspomagacz może pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  16. czytałam z wielką przyjemnością. pierwszy raz widzę tę serię kosmetyków. Myślę, że cena zabiegu w kilku krokach do wykonania w domu jest znacznie niższa niż wypad do spa. fajnie, że kosmetyki przyniosły oczekiwany efekt,

    OdpowiedzUsuń
  17. brzmi bardzo interesująco :))

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, co o tym myślisz :-)