sobota, 25 maja 2013

Turquoise Forever, Maybelline, Color Tattoo 24Hr

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie pokazać Wam, jak mój najnowszy nabytek sprawuje się na oku. Proszę Państwa! oto on, Turquoise Forever, w towarzystwie braci mniejszych ;-) Zestawiłam go z fioletem i złotem Urban Decay, a od wewnętrznej strony powieki błyszczy Modern Mercury Estee Lauder. Podkład to Skin Illusion Clarinsa, róż Dainty MAC, a na ustach mam L'Oreal Rouge Shiny Caresse w odcieniu Romy.
 
Turquoise Forever na oku
 
I korzystając z okazji, dwa słowa o samym cieniu :) Turquoise Forever, Maybelline, Color Tattoo 24Hr to prawdziwe objawienie, zarówno jeśli chodzi o kolor - piękny, mocno nasycony turkus, jak i o trwałość - jestem w stanie uwierzyć, że 24 godzinną. 

 Maybelline, Color Tattoo 24Hr, Turquoise Forever

Opakowanie to zgrabny szklany słoiczek z plastikową nakrętką, należy pamiętać, by zawsze dokładnie go zamykać, ponieważ tego rodzaju cienie mają tendencję do szybkiego wysychania. Pojemność - 4 ml. 

Maybelline, Color Tattoo 24Hr, Turquoise Forever

Cień ma żelowo-kremową konsytencję, którą najłatwiej rozprowadza się na skórze po prostu palcem, a jeśli wolałybyśmy tego uniknąć - sztywnym pędzelkiem.
 
Maybelline, Color Tattoo 24Hr, Turquoise Forever
 
Kolor to mocno nasycony turkus z mnóstwem malutkich srebrzystych drobinek, odcień wprost stworzony na letnie okazje ;) Nasycenie można łatwo stopniować dokładając kolejne warstwy cienia. Jest niesamowicie trwały, póki co używałam go bez bazy (ale też nie mam bardzo tłustych powiek, w takim przypadku myślę, że jednak baza się przyda)  i bez rolowania czy zbierania w załamaniu powiek wytrwał dobrych kilka godzin. Zmywa się trochę opornie, ale warto się pomęczyć dla takiego efektu. Jestem zachwycona i zamierzam sięgnąć po więcej :-) A jeśli i Wam się podoba, to przypominam, że do 29. maja w Rossmannie trwa 40% obniżka na kosmetyki kolorowe i pielęgnację twarzy!
 
Znacie te cienie? A może macie wśród nich swoich ulubieńców? Podzielcie się typami :)
 
 
 
 

czwartek, 23 maja 2013

Micelarny pewniak od Ziaji i co upolowałam w Rossmannie ;-)

Płyn micelarny Ziaji, Ulga Dla Skóry Wrażliwej to zdecydowanie najczęściej przewijający się przez moją łazienkę micel, nie zliczę, ile już opakowań zużyłam. Bywa, że  porzucam go na okoliczność nowych znajomości, ale zwykle i tak do niego wracam. Nigdy mnie nie zawiódł, dobrze radzi sobie z demakijażem, nie podrażnia skóry ani oczu, zostawia twarz świeżą i ukojoną, no i ta cena ;-)
 
Ziaja, Ulga Dla Skóry Wrażliwej, Płyn micelarny demakijaż oczyszczanie
 
Jest to preparat hypoalergiczny, bezzapachowy, nie zawiera alkoholu, barwników ani parabenów. Wskazany dla osób z dysfunkcjami skóry wrażliwej oraz z nadwrażliwością oczu - żadnej z tych dolegliwości nie posiadam, ale i tak używam go z wielką przyjemnością. Przeznaczony jest do demakijażu i oczyszczania, przynosi ulgę podrażnionej skórze, przywraca jej naturalne Ph, uspokaja i zostawia odczuwalnie nawilżoną, m.in. dzięki subtancjom czynnym, takim jak alantoina i prowitamina B5.
 
Opakowanie jest praktyczne i wyposażone w  mały lejek, przez który wylewamy płyn na wacik w kontrolowanej ilości :)  Dość wydajny i w przyjaznej cenie ok. 8 zł za 200 ml :) Wypróbujcie, świetna jakość za rozsądną cenę!
 
 
ps. a oto, co upolowałam w Rossmannie, korzystając z 40% obniżki na kosmetyki kolorowe i produkty do pielęgnacji twarzy:
 
 
zakupy ;)
 
Jak widać, postawiłam na Tołpę, od dawna miałam ochotę zaprzyjaźnić się z tą marką bliżej. Skusiłam się na  Łagodny żel do mycia twarzy i oczu, Płyn micelarny i zestaw maseczek do twarzy. Z kolorówki wybrałam lakier do paznokci Miss Sporty (nigdy żadnego nie miałam), cień Tattoo Maybelline (pierwsze testy są bardzo obiecujące ;-)) i błyszczyk Rimmel, Apocalips Lip Lacquer (ekhm ekhm... nie wiem o czym myślałam, wybierając kolor). A Wy z czym wróciłyście z Rossmanna? ;-)
 
 

środa, 22 maja 2013

Moje ciasteczko :D

Tak wygląda, kiedy śpi ;-)) Mrr... zawsze mam ochotę wtulić nos w to śpiące futerko i niestety czasem się nie opanowuję :D 
 
To mit, że jestem czarny! Jestem brązowy w czarne prążki ;))
 
 
A tak, kiedy poluje - nic to, że na śnieg!
 

Ogon mam dłuższy niż przeciętny kot, pewnie pochodzę od lemurów :P


A tak wyglądał w roli dziecka ulicy. Biedne to było stworzonko, do dziś się chowa na widok kropel do oczu :)


Yyy trochę nie wyglądam, ale i tak jestem słodki :)
 
Jeśli macie na blogach zdjęcia swoich ulubieńców, koniecznie dajcie znać ;-)



Ulga dla zmęczonych nóg, Acerin, Cool Relax

Długo czekał w kolejce, zanim go przetestowałam, ale zupełnie ne potrzebuję tego typu kosmetyków zimą. Natomiast teraz, kiedy już  wyciągnęłam go z mojej przepastnej szafki z zapasami, życia sobie bez niego nie wyobrażam! Uwielbiam wysokie obcasy i uwielbiam wysokie temperatury, najlepiej gdy występują razem ;) Trochę gorzej wychodzą na tym moje nogi, bywa, że pod wieczór kostka traci swą subtelną linię niebezpiecznie zbliżając się do baryłki :D I na takie właśnie okazje firma Acerin stworzyła Żel Chłodząco Relaksujący, Cool Relax.
 
Acerin, Żel Chłodząco Relaksujący Cool Relax
 
Z informacji na opakowaniu dowiadujemy się, że żel skutecznie i szybko zmniejsza uczucie zmęczenia, napięcia i ciężkości nóg. Zawarte w składzie hesperydyna, wyciągi z kasztanowca i arniki poprawiają ukrwienie, zmniejszają obrzęki, przywracając stopom i nogom komfort. Mentol przyjemnie chłodzi i odświeża.
 
Acerin, Żel Chłodząco Relaksujący Cool Relax
 
Od siebie dodam, że wszystko to prawda. Żel ma same zalety i absolutnie żadnej wady. Łatwo się rozprowadza po skórze, szybko wchłania, delikatnie chłodzi i na szczęście nie jest to przejmujący chłód, który wraca do mnie w koszmarach sennych po testowaniu chłodzących kosmetyków Eveline, ale delikatne przyjemne orzeźwienie, które naprawdę niesie ulgę. Żel niweluje uczucie zmęczenia, stopniowo znika też obrzęk, choć nie jest on u mnie mocno widoczny, więc nie wiem, jak żel poradzi sobie z cięższym przypadkiem. Pachnie bosko, bo miętuskami! Zapach jednak szybko się ulatnia, pozostaje mi więc wąchać tubkę ;P Mimo zielonkawego koloru nie barwi skóry.
 
Cena to kolejny plus, za opakowanie (poręczna miękka tuba) 75 ml przyjdzie nam zapłacić ok 8-10 zł, w zależności od źródła. Napisałabym, że jest wydajny, ale tak po prawdzie to tego nie wiem, bo żel stosuję  z tak wielkim upodobaniem, że w tubce niewiele już zostało. Na szczęście mam zapasy ;-). Barrrdzo Wam polecam, nie wyobrażam już sobie lata bez niego, cudeńko!
 
 
 

wtorek, 21 maja 2013

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3-in-1 Foundation

Bodaj najnowsze dziecko MAc Factora to, jesli wierzyć reklamowym obietnicom, baza, korektor i podkład w jednym. Kupiłam powodowana ciekawością, sentymentem do marki i przede wszystkim sporą obniżką w Rossmannie ;) Czy jestem zadowolona? I tak i nie.
 
Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3-in-1 Foundation

Przede wszystkim obietnice jakoby podkład zastąpić miał i bazę i korektor od razu można włożyć między bajki, nie jest ani tak treściwy (przez bazę rozumiem produkt, który m.in. wygładza skórę, najczęściej przez wypełnienie porów i zmarszczek), ani tak kryjący, aby mógł zastąpić którykolwiek z tych produktów. Konsystencja podkładu jest dość sucha (beztłuszczowa) i pudrowa, przez co, przynajmniej w przypadku skóry suchej lub z tendencją do przesuszeń, wymaga towarzystwa kremu nawilżającego lub bazy, celem uniknięcia podkreślenia suchych skórek. Podkład oferuje średnie krycie  i trudno je wzmocnić kolejną warstwą fluidu, bo wraz z każdą następną ciemnieje. Tyle minusów. No może jeszcze przyczepiłabym się do kolorów, najjaśniejszy dostępny w Rossmannie jest dla mnie zbyt ciemny, ale zaaplikowany cienką warstwą sprawnie dopasowuje się do koloru skóry. Posiadam odcień Nude, który mógłby być nieco bardziej żółty, ale też nie jest na tyle różowy, żebym go skreśliła.

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3-in-1 Foundation

Zalety? Na pewno dobra trwałość, a jeśli ktoś lubi mat, to Facefinity All Day Flawless 3-in-1 Foundation jest dla niego -  matowi skórę na długie godziny. Przyznam, że ja akurat wolę rozświetlenie i kiedy po paru godzinach wreszcie ono następuje, podkład podoba mi się najbardziej ;) Na szczęscie nie ma tutaj mowy o płaskim macie, raczej o satynowym. Kolejnym plusem jest naturalny wygląd twarzy, podkład ładnie wtapia się w skórę, zwłaszcza jeśli nałożymy go palcami; zdecydowanie lepiej współpracuje ogrzany ciepłem dłoni i praktycznie nigdy nie nakładam go pędzlem. Dobrze sprawdza się na skórze tłustej i mieszanej. Raczej nie zapycha, ale nie siegam po niego tak często, żeby móc być tego pewna.
 
Opakowanie przeciętne, ani ładne, ani brzydkie, ważne, że praktyczne, pompka się nie zacina i dozuje odpowiednią ilość kosmetyku.

Podsumowując, Facefinity All Day Flawless 3-in-1 Foundation to naprawdę niezły wybór, pod warunkiem, że Twoja cera jest zadbana, dobrze nawilżona (fluid podkreśla suche skórki!) i nie potrzebuje dużego krycia (średnio współpracuje z korektorami). Regularna cena podkładu to ok. 55 zł (i przyznam, że tyle bym za niego nie dała), ale warto polować na promocje -  w dniach  23.05 - 26.05 we wszystkich drogeriach Rossmann będzie obowiązywał rabat -40% na kosmetyki kolorowe i pielęgnację twarzy. To jak, skusicie się? ;-)
 
 
 
 

poniedziałek, 20 maja 2013

Dmuchawce, latawce...

... i nowy ulubieniec od Sally Hansen ;)
 
Sally Hansen, Hard As Nails Xtreme Wear, Bamboo Shoot,
w towarzystwie Essie Secret Story
 
Lakier z serii Hard As Nails Xtreme Wear w odcieniu Bamboo Shoot ma tylko jedną wadę: beznadziejnie się nim maluje, trzeba się trochę wysilić, żeby nie zrobić pędzelkiem smug i uzyskać równe krycie (dwie trzy warstwy),  ale gdy już się z tym uporamy, następuje pełen zachwyt ;) Lakier ma rewelacyjną trwałość, w idealnym stanie wytrzymuje na moich paznokciach grubo ponad tydzień, a jest to nie lada osiągnięcie. Świetnie współpracuje z Seche Vite, mam także wrażenie, że pielęgnuje paznokcie, w każdym razie po zmyciu Hard As Nails Xtreme Wear wyglądają lepiej, niż po zmyciu innych lakierów.

Sally Hansen, Hard As Nails Xtreme Wear, Bamboo Shoot,
w towarzystwie Essie Secret Story

I na tle bzów ;-)

Kolor to mocno rozbielony róż, równie dobrze mogłabym napisać, że biel z delikatną nutką różu. Ładny i bardzo w moim guście, na pewno sięgnę po kolejne :)
 
A tak prezentuje się sam lakier, niestety w nieco już mniej słonecznej scenerii ;p

Sally Hansen, Hard As Nails Xtreme Wear, Bamboo Shoot 

Znacie, lubicie? Polecacie jakieś kolory?
 
 
ps. dzięki Aga ;*
 
 
 
 

piątek, 17 maja 2013

Napowiekowy barwny duet ;-)

Lubię fiolety i wszelakie odcienie pomarańczu, a zestawione razem lubię je jeszcze bardziej ;-) Tutaj w towarzystwie intensywnie różowej pomadki, słowem na bogato :D


 
Na powiekach cienie Inglot/MAP/Sleek, podkład Clarins Skin Illusion, róż MAC Dainty, pomadka Bourjois, tusz L'oreal False Lash Wings.
 

 
 
 
Sięgacie czasem po takie zestawienia kolorystyczne? :)
 

środa, 15 maja 2013

Multani mitti, czyli błogosławieństwo żółtego błotka na twarzy ;-)

Lubię glinki. Do tego stopnia, że jestem im w stanie wybaczyć często gęsto nienajfajniejszy zapach, to, że trzeba się  z nimi trochę pobawić, zanim nałoży się je na twarz (wolę gotowe maseczki), nie mówiąc już o ilości czasu, który należy poświęcić, żeby po tej całej zabawie... tfu! zabiegach pielęgnacyjnych posprzątać. Ostatnio do grona ulubieńców, tuż obok marokańskiej glinki Synesis, którą cały czas polecam jako antidotum na większość problemów ze skórą, trafiła żółta glinka Multani mitti, znana także pod nazwą ziemi fulerskiej  - Fuller’s earth.
 
Glinka Multani mitti
 
'Jest to naturalna glinka osadowa bogata w krzem, tlenki żelaza, glin, magnez, wapń i kryształy szafiru. Jej nazwa wiąże się z miejscem pochodzenia - Mulatni mitti znaczy "błoto z Multanu", pn-zachodniego regionu Pakistanu, gdzie glinka została odkryta. Obecnie glinkę wydobywa się w USA, Anglii i Indiach. Hinduski od wieków stosowały Mulatni mitti do pielęgnacji skóry i włosów. Łączyły ją z mlekiem, jajkami, miodem, ziołami i nakładały na twarz w postaci upiększających maseczek. W czasie gorącej i meczącej pory letniej nakładały glinkę na twarz w celu jej ochłodzenia i rewitalizacji. Myły nią również włosy w celu nadania im połysku i miękkości oraz dokładnego oczyszczenia przed nałożeniem naturalnych farb roślinnych (henna, indygo) w celu uzyskania lepszego efektu kolorystycznego. W Europie glinka ta funkcjonuje pod nazwą 'Fullers Earth', czyli Ziemia fulerska. Nazwa wywodzi się od jej zastosowania, gdyż glinka ta była wykorzystywana w XIX wieku w Anglii przez pracowników tekstylnych zwanych "fullers" do odtłuszczania i oczyszczania wełny owczej.'  (informacje ze strony mazidła.com i tam też glinkę można kupić)
 
Glinkę kupiłam skuszona obietnicą silnych właściwości wybielających. Przypisuje się jej także właściwości odtłuszczające i ściągające, a przyznam, że i na oczyszczające miałam spore nadzieje. Glinka jest szczególnie polecana do pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej, ja wprawdzie takiej nie mam, ale i tak jestem z niej bardzo zadowolona. Zgodnie z oczekiwaniami glinka dobrze oczyszcza, regularnie stosowana pomaga w walce z zaskórnikami, łagodzi stane zapalne i przyspiesza ich gojenie się. Jest na tyle delikatna, że nawet jeśli zdarzy mi się przetrzymać ją zbyt długo na skórze, nie podrażnia jej. Czy rozjaśnia? Bezpośrednio po zmyciu jej z twarzy mam wrażenie, że skóra jest jaśniejsza, bardziej porcelanowa, ale trudno mi powiedzieć, czy efekt ten utrzymuje się na dłużej. Na pewno pomaga rozjaśnić ślady po wypryskach, zadrapaniach itp, ale tu z kolei trzeba regularności, z czym u mnie różnie bywa. Ładnie ściąga pory, skóra po takiej maseczce jest przyjemnie napięta i wygładzona.
 
Plusem jest także łatwość przygotowania, glinka szybko łączy się z wodą, w efekcie powstaje gładka i przyjemna w użyciu bezgrudkowa masa. Zmywa się dobrze, chyba nawet lepiej niż większość glinek. Zapach, wiadomo, dyskusyjny, nie owijając w bawełnę, glinka pachnie błotem, ale da się przeżyć. Swoją drogą, jeśli wiecie o jakichś przyjemnie pachnących glinkach koniecznie dajcie znać!
 
 

 

wtorek, 14 maja 2013

Green Pharmacy, Jedwab w płynie

Mała rzecz, a cieszy ;) W niepozornej buteleczce kryje się bogactwo składników, które dzięki starannie dobranej kompozycji zabezpieczają końcówki naszych włosów wygładzając je i przeciwdziałając ich rozdwajaniu. Znajdziemy tu m.in. olejek ryżowy i kameliowy, które regenerują uszkodzoną strukturę włosa i chronią go, a także 100% ekstrakt z aloesa i olejek cedrowy, odpowiedzialne za nawilżenie przesuszonych włosów i przywrócenie im lśniącego i zdrowego wyglądu. Skład serum jest zdecydowanie lepszy, niż w przypadku wielu podobnych mu produktów (nie zawiera alkoholu).
  
Green Pharmacy, Jedwab w płynie
 
Serum przeznaczone jest do włosów cienkich, delikatnych, łamliwych, zniszczonych na skutek działań chemicznych, mechanicznych i szeroko pojętych zabiegów fryzjerskich ;) Jest lekkie, dzięki czemu nie obciąża włosów, a jednocześnie wygładza je w naprawdę zauważalny sposób. Włosy są wygładzone, lśniące, końcówki wyglądają zdrowo i nie plączą się, a wszystko to za zawrotną cenę 9 złotych ;)

Opakowanie jest praktyczne, buteleczka mała (30 ml), a dozownik wygodny. Konsystencja gęsta, nie uciekająca spod palców ;). Zawarta w serum kompozycja zapachowa sprawia, że posiada ono przyjemny delikatny zapach, któy wprawdzie towarzyszy nam podczas aplikacji, ale nie utrzymuje się na włosach dłużej niż parę minut. Minusem może być słaba dostępność, trochę trwało zanim wreszcie znalazłam je w Rossmannie, ale na pewno warto poszukać. Polecam.
 


Skład:
Cyclopentasiloxane, Dimeticonol, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Aloe Barbadensis Extraxt,  Oryza Sativa (rice) Germ Oil, Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil, Pinus Sibirica Nut Oil, Parfum, Limonene , Citronellol ,Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal

 

poniedziałek, 13 maja 2013

Dermedic, Emolient linum

Lekka i jednocześnie mocno nawilżająca emulsja do ciała to propozycja firmy Dermedic dla posiadaczy skóry suchej, atopowej oraz  z objawami łuszczycy. Dzięki składnikom aktywnym Emolient Linum hamuje rozwój bakterii patogennych, łagodzi świąd i pozostawia skórę ukojoną i nawilżoną.

Dermedic, Emolient linum (opakowanie posiada także nakrętkę,
ale tą niestety upolował kot, do dziś nikt nie wie, gdzie ona przebywa ;P)

Zawarte w lotionie Olej z lnu bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 3, Omega 6, Omega 9, Ekstrakt z jęczmienia, Alantoina i Masło Shea dostarczają skórze substancji wspomagających jej naturalne funkcje fizjologiczne, a także chronią ją i pielęgnują. Ponadto wpływają na odbudowę płaszcza hydrolipidowego oraz wspomagają odnowę komórkową, dzięki czemu skóra zyskuje zdrowy wygląd. Emolient Linum wpływa łagodząco na podrażnienia i mikrourazy naskórka, ma działanie kojące, eliminuje uczucie ściągnięcia, a tym samym dyskomfort suchej skóry. Produkt nie zawiera parabenów i barwników, może być stosowany także u dzieci od lat 3.

Dermedic, Emolient linum

Opakowanie to stojąca tuba z twardego plastiku, zaopatrzona w atomizer, dzięki któremu możemy spryskać lotionem wybraną część ciała. Od razu uprzedzam, że opowieści o delikatnej mgiełce to mit, atomizer wychlapuje z siebie konkretną ilość produktu, stąd praktyczniej jest spryskać dłonie, a dopiero nimi rozsmarować lotion na ciele. Ogromną zaletą jest błyskawiczna wchłanialność produktu oraz fakt, że nie tłuści ubrań. Na skórze pozostaje praktycznie niewyczuwalny film, który i owszem, łagodzi  suchość skóry i niweluje uczucie ściągniecia, ale mam lekkie wątpliwości, czy poradzi sobie ze skórą naprawdę problematyczną. Z moją - suchą i ściągniętą w stopniu, powiedziałabym, umiarkowanym - radzi sobie nieźle. Jeśli chodzi o zapach, dla mnie jest praktycznie niewyczuwalny, gdzieś w tle przebrzmiewa delikatna woń, trudna do określenia i zupełnie nieabsorbująca zmysłów.

Dermedic, Emolient linum

Emolient linum jest dla mnie świetny rozwiązaniem, kiedy nie mam czasu czekać, aż tradycyjny balsam się wchłonie, a także wtedy, gdy wkładam ubrania, na których pod wpływem tłustych mazideł mogłyby pojawiać się plamy. Można go stosować wielkokrotnie w ciągu dnia, jest bardzo wydajny. Warto wypróbować, zwłaszcza że cena w obliczu ogromnej wydajności wydaje się być stosunkowo nieduża, za 400 ml produktu zapłacimy ok. 35 zł. Do nabycia w aptekach.


 

sobota, 11 maja 2013

Synesis, Szlachetny puder, recenzja próbki ;-)

Zwykle nie opisuję próbek, ale ta jest na tyle ciekawa i na tyle spora, że pokusiłam się o parę słów ;)Odsypka Szlachetnego Pudru Synesis trafiła do mnie w wyniku facebookowej akcji firmy, w ramach której w zamian za zapisanie się na newsletter można było otrzymać bon na zakupy w sklepie Synesis i ów puder właśnie ;) Bardzo się cieszę, że udało mi się załapać, bo korzystając z 70 złotowego rabatu zamówiłam krem peptydowy pod oczy, z którego jak dotąd jestem bardzo zadowolona, a nad którym, patrząc na cenę,  pewnie jeszcze długo bym się zastanawiała. Ale dziś nie o kremie, a o pudrze będzie.
 
Synesis, Szlachetny puder 5, próbka w foliowej torebce

Puder skomponowano z wyłącznie naturalnych składników (zawiera witaminę B, olej z hiszpańskich migdałów, mikę, tlenek srebra i talk), choć jednocześnie jest perfumowany i nie do końca wiem, jak się ma jedno do drugiego. Pachnie rzeczywiście pięknie, bardzo apetycznie, ciasteczkami ;-) Producent obiecuje, że oprószona Szlachetnym pudrem twarz zyska piękny, świeży i wypoczęty wygląd, a koloryt skóry zostanie optycznie wyrównany.

A tu już puder w nowym domku ;)
 
Próbkę przesypałam z foliowej torebki do pudełeczka po guerlainowskim pudrze i jak widać proszku jest niemało, a i tak trochę zostało na ściankach folii. Po pierwszym spojrzeniu na kolor stwierdziłam, że puder posłuży mi jako brązer, kiedy przyjrzałam się bliżej, uściśliłam - rozświetlający brązer :D A tak naprawdę ani to, ani to ;) Puder na twarzy mniej więcej dopasowuje się do odcienia skóry, napisałam 'mniej więcej', bo jednak na jasnej skórze różnica jest zauważalna, ale na tyle przyjemna wizualnie, że twarz wygląda na delikatnie muśniętą słońcem i brak tu, o dziwo, efektu źle dobranego pudru. Myślę, że częściowo dzieje się to za sprawą efektu rozświetlającego, który optycznie odświeża twarz, odejmując jej lat i zmęczenia.


I swatch na palcach, na pierwszym grubaśna warstwa pudru

Puder jest bardzo drobno zmielony, dzięki czemu na twarzy nie ma  żadnych widocznych drobinek, a jednocześnie całość jest ładnie rozjaśniona. Podoba mi się ten efekt, zwłaszcza że jest bardzo naturalny, ale akurat u mnie się dubluje, bo i tak siegam po rozświetlające fluidy. Wydaje mi się, że puder całkiem nieźle sprawdzi się solo, na gołej skórze, pod warunkiem, że nie chcemy ukryć żadnych niedoskonałości, a jedynie lekko wyrównać koloryt i rozświetlić twarz.

Nie zauważyłam żadnego wpływu na makijaż, o pielęgnacji też się nie wypowiem, w końcu to tylko próbka.
 
Nieco przytłoczyć może cena, zwłaszcza jeśli zestawimy ją z niewielką, moim zdaniem, gramaturą pudru - 215 zł za 12 g - według Synesis ma wystarczyć na pół roku codziennego stosowania. Warto polować na częste promocje, akcje na fb oraz imieninową zniżkę (25% rabatu!).


 

piątek, 10 maja 2013

Relaks i nawilżenie od Algotherm ;)

Aż dziw, że mój ulubieniec w dziedzinie nawilżania twarzy nie doczekał się tu jeszcze żadnej wzmianki. Śpieszę więc nadrobić - przedstawiam Wam zdecydowanie najbardziej mokry żel na świecie - prosto z francuskich laboratoriów Algotherm, Plumping Original Gel.
 
Algotherm, Plumping Original Gel
 Żel nawilążająco-relaksujący
 
Uwielbiam go za lekką i błyskawicznie wchłaniającą się konsytencję i zadziwiająco skuteczne działanie. Sięgam po niego zawsze wtedy, gdy moja skóra jest ściągnięta (często po glinkowych maseczkach) czy podrażniona, żel doskonale sobie z tym problemem radzi, zostawiając skórę nawilżoną i ukojoną. Zgodnie z obietnicami żel ma chronić suchą i odwodnioną skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi oraz wygładzać pierwsze zmarszczki; w moim odczuciu wszystko to robi, w dodatku w bardzo przyjemny sposób. Nałożony na twarz delikatnie ją chłodzi i relaksuje;  momentami mam wrażenie, jakbym wodę w skórę wklepywała ;) Producent zaleca, by żel stosować dwa razy dziennie, rano i wieczorem, przyznaję, że ja używam go głównie w sytuacjach awaryjnych i pewnie dlatego pojemność 50 ml wystarczy mi jeszcze na długo.
 
Kosmetyk nie zawiera parabenów, zresztą w ogóle zawiera niewiele, zerknijcie na skład na dole strony ;)
 
Algotherm, Plumping Original Gel
 Żel nawilążająco-relaksujący
 
Zgodnie z założeniami włacicielki marki myślą przewodnią Algotherm jest 'fascynujące i niekończące się zadanie przekazania bogactwa oceanu – naturalnego źródła zdrowia i piękna skórze. (...) Nasze laboratorium badawcze opracowując innowacyjne produkty sięga zawsze do głębin oceanu w poszukiwaniu substancji i składników, które najlepiej będą zaspokajały potrzeby skóry. Algoterapia, bogactwo składników morskich jest podstawą naszych receptur i działań.'  Bazą kosmetyków są więc algi, rosliny występujące w środkowisku morskim i słodkowodnym, bogate w 'unikalną kompozycją bioaktywnych substancji: witaminy, oligoelemeny, minerały, antyoksydanty, proteiny, aminokwasy  i kwasy tłuszczowe (omega 3, 6, 9). Dzięki wyjątkowemu DNA każdy gatunek algi wykazuje inne właściwości, które w wyjątkowy sposób oddziaływują na skórę. Algoterapia opiera się na zróżnicowanych gatunkach alg. Korzystając z właściwości alg zapewniamy odpowiednią pielęgnację skórze.'  (źródło) 
 
Szczerze polecam, jedno z fajniejszych mazideł do twarzy jakie znam.
 
 
Skład:
 
Codium Tomentosum, Spiralis Seaweed Water, Hyaluronic Acid, Glycerin, D-panthenol.
 
 

czwartek, 9 maja 2013

Zapytaj Google II...

... czyli kolejna porcja wyszukiwań z Google Analytics ;)
 
 
źródło
 
Lubię czytać tego typu posty na innych blogach  i dlatego od czasu do czasu chętnie podzielę się z Wami tym, co i ja znalazłam ;-)

 
z serii ktoś widział, ktoś wie?

milaszki wies w rosji
google mówi, że nie ma takiej, ale gdyby była, to nazwa jest cudna!
 
dior vs inglot
odważnie :P
 
pędzel z surykatek
oj!
 
rzęsy na baranka
:D

czy ktoś zażywał szczodrak krokoszowaty forum
ja nie, ale może Wy?

mango lepsze czy awokado
mango! no chyba że w guacamole ;p

spanie z eyelinerem
wolę z kotem :P

y yy magazynkuchenny com
chciałabym, ale to nie tu ;)

przepisy po babci
zgubiłam? ;>
 
savon hammam gommage corps opinie polaki
dawać tu te opinie!
 
 
I trochę o mnie ;)
 
elle about all
tak też można :D

radość malowania
posiadam!

moje pychotki
cute ;) właśnie znalazłam imię dla kota!!!
 
najeżony kot
to nie mój, zdecydowanie ;) mój to pychotka, ustaliliśmy wyżej :D
 
furla urban allegro sale 2012
fioletową poproszę, gdyby ktoś zechciał zasponsorować ;)


oraz
 
synek eyes sephora
?

młoda paletka slepa
??

zapalny niecek
???
 
 
 
Trochę ich jest, niektóre bardziej zabawne, niektóre mniej, ale niezmiennie intryguje mnie, że z tak czasem niedorzecznych zdawałoby się haseł do mnie trafiacie ;-) Macie jakieś skojarzenia z powyższymi?



środa, 8 maja 2013

Madara, Eco Face, Deep Comfort Toner

Tonik łotewskiej firmy Madara Cosmetics przeznaczony jest do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej. Nie zawiera alkoholu, reguluje poziom ph skóy, a oparta w 100% na składnikach pochodzenia naturalnego receptura ma odprężać, tonować i zmiękczać napiętą i ściągniętą skórę, a także przygotować ją do lepszej absorpcji kosmetyków. Tonik zawiera m.in. wodę z róży damasceńskej, która stymuluje regenerację skóry, wzmacnia ją i wygładza, a także zmniejsza widoczność blizn, przebarwień oraz  uszkodzeń powstałych od wpływem działania słońca. Zawiera również wodę z rumianku o nawilżających i zmiękczających skórę właściwościach. 
 
Posiada certyfikat ECOCERT.

Madara,  Eco Face, Deep Comfort Toner

Jak się sprawdził? Całkiem nieźle, zużyłam go z przyjemnością. Ma ciekawy zapach, bardzo specyficzny, kojarzy mi się trochę z łąkowymi badylami, ale nie mogę napisać, że mi się nie podoba, wprost wprzeciwnie, jest bardzo orzeźwiający. Kosmetyk tonizuje i uspokaja skórę, zostawia ją świeżą, niweluje dość nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry, które często pojawia się u mnie po demakijażu (choć muszę przyznać, że od czasu przygody z pianką Decubal, pojawia się ono znacznie rzadziej). Szybko łagodzi ewentualne podrażnienia czy zaczerwienienia po maseczkach. Nie uczula ani nie wysusza, ale też nie mogę powiedzieć, bym odczuła jakieś głębokie nawilżenie. Ot, dobry tonik z dobrym składem. Polecałabym nawet bardzo, gdyby nie cena, która mogłaby być nieco niższa; w regularnej cenie za 200 ml toniku zapłacimy ok. 50 zł.
 
 
Skład:
Aqua, Rosa Damascena (Rose) Distillate, Anthemis Nobilis (Camomile) Flower Water, Glycerin.



wtorek, 7 maja 2013

Urban Decay, Eyeshadow Primer Potion, baza pod cienie do powiek

Długi czas sceptycznie podchodziłam do wszelkich achów i ochów na temat bazy Urban Decay. Wydawało mi się, że używana  przeze mnie dotąd baza ArtDeco aż nadto spełnia moje oczekiwania. No i cóż, pewnie spełnia, ale baza Urban Decay jest po prostu lepsza.
 
Urban Decay, Eyeshadow Primer Potion, Baza pod cienie do powiek

Największe zalety? Świetnie podbija koloryzapobiega rolowaniu się cieni na powiece i wydłuża ich trwałość, niezależnie, czy są to cienie Urban Decay, czy jakiekolwiek inne.
 
Dostępna jest w kilku wariantach, różniących się głównie kolorem, choć wieść gminna niesie, że także i właściwościami, które ponoć są nieco gorsze, niż w posiadanej przeze mnie praktycznie bezbarwnej wersji Original. Baza łatwo się rozprowadza i szybko stapia z powieką. Aplikacja cieni nie sprawia żadnego problemu, dosłownie raz czy dwa zauważyłam, że w trakcie robienia makijażu kosmetyki zaczęły się rolować, ale obwiniałabym tu raczej krem do powiek, niż samą bazę. Dobrze radzi sobie z wydłużaniem trwałości makijażu nawet na tłustych powiekach, warto jedynie pamiętać, by aplikować ją na gołą skórę lub dopiero po kilkunastu minutach od nałożenia kremu.
 

Cień UD na bazie UD i bez bazy
 
Baza zamknięta jest w zgrabnej tubce, zakończonej wąskim dziubkiem, dzięki któremu z łatwością możemy dozować ilość wydobywanej bazy - nic się nie marnuje ;-) Pojemność opakowania może być różna, podobnie jak i cena, moje ma 11 ml. Baza jest bardzo wydajna, to dopiero drugie opakowanie, a używam jej już długi czas.
 
Minusem jest niezbyt przyjazna cena i problem z dostępnością, niestety żaden stacjonarny sklep w Polsce nie prowadzi jej sprzedaży.  Niemniej polecam, warto mieć :)
 
 
 
 

poniedziałek, 6 maja 2013

Donegal Beauty Shine, French Pink

Kolejna odsłona lakierów Donegal z serii Beauty Shine, tym razem w pastelowym odcieniu mlecznego różu o nazwie  French Pink.

Donegal, Beauty Shine, French Pink
 
Mała pojemność w małej cenie (ok 6-7 zł za 6 ml), czyli to, co w przypadku lakierów do paznokci lubię najbardziej ;) Napisy z opakowania ścierają się, ale nie przeszkadza mi to.

Donegal, Beauty Shine, French Pink
 
Lakier na moich paznokciach bez odprysków wytrzymuje do 3 dni. Do pełnego pokrycia potrzebuję ok 3 warstw, która na szczęście zasychają w przyzwoitym tempie.

Donegal, Beauty Shine, French Pink

 Kolor jest delikatny, dziewczęcy, chłodny i bardzo w moim stylu.
 
Donegal, Beauty Shine, French Pink

Donegal, Beauty Shine, French Pink


ps. uwielbiam magnolie ;-) Jaka szkoda, że tak krótko kwitną!


Magnolie, Arboretum w Wirtach


Magnolie, Arboretum w Wirtach

Magnolie, Arboretum w Wirtach

 
Prawda, że piękne? ;-)