wtorek, 30 kwietnia 2013

Organix Cosmetix, Moisturizing Day Cream


Od pewnego czasu zdecydowanym faworytem w dziedzinie kremów na dzień jest dla mnie Naturelle d'Argan i sądziłam, że trudno będzie o godnego następcę, niemniej natura testera ;-) zwyciężyła i dla odmiany sięgnęłam po Nawilżający krem na dzień, Organix Cosmetix.
 
 Organix Cosmetix, Moisturizing Day Cream
 
Zadaniem kremu jest aktywna pielęgnacja i nawilżenie skóry, a także dostarczenie jej składników posiadających właściwości odmładzające. Zawarte w nim wyciągi z szwajcarskich ziół Edelweiss, Artemisia i Szanta, opóźniają procesy starzenia, zapobiegają powstawaniu zmarszczek i poprawiają elastyczność skóry. Pozostałe składniki pielęgnujące to m.in. witamina E, olej jojoba, oliwa z oliwek, skwalen, masło Shea i aloes.

Kosmetyki Organix Cosmetix oznaczone są certyfikatem ECOCERT oraz szwajcarskim Bio Suisse i nie zawierają parabenów, glikolu, sztucznych barwników, silikonu,  Phenoxythanolu, PEG i SLS.  
 
 Organix Cosmetix, Moisturizing Day Cream
 
Brak sztucznych składników zapachowych to pierwsze co rzuca się w nos po otwarciu kremu ;-) Nie da się ukryć, krem z lekka śmierdoli, ale czego człek dla urody nie zrobi. Zapach jest ehkm... ziołowo naturalny, szczęściem w miarę delikatny i nie utrzymuje się na skórze. I właściwie to jedyna wada kremu, jaką odnotowałam, no może jeszcze kwestia opakowania - w miejsce słoiczka wolałabym coś z dozownikiem. Sam słoiczek jest estetycznie wykonany z mlecznego szkła, zamknięty plastikową nakrętką.
 
Działanie? Rewelacyjne, skóra jest dobrze nawilżona, miękka i elastyczna, wygląda na wypoczętą i młodszą. Dzięki lekkiej śmietankowej konsystencji krem łatwo się rozprowadza na twarzy, przyjemnie po niej ślizgając, szybko się wchłania i finalnie zostawia skórę lekko matową. Dobrze sprawdza się pod makijaż.  Nie zapycha i nie uczula, za to lekko uzależnia ;-), zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę niezbyt wygórowaną ceną ok. 30-40 zł (w zależności od źródła) za 50 ml. W TK Maxx widuję od czasu do czasu zestawy, w skład których wchodzi ten właśnie krem, krem na noc i serum, a wszystko to w cenie ok. 70 zł. Bardzo polecam, a gdyby się ktoś zastanawiał nad datą ważności (niestety jest ukryta wewnątrz zafoliowanego opakowania) - na moim zestawie widnieje data sierpień 2014.
 
Bardzo bardzo polecam!
 
 
Skład:
 
Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Squalane, Glyceryl Stearate SE, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Oleate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Simmondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil*, MacadamiaTernifolia Seed Oil*, Olea Europea (Olive) Oil*, Buddleja Davidii Extract*, Thymus Vulgaris (Thyne) Flower Leaf Extract*, Marrubium Vulgare*, Saccaride Isomerate, Artemisia Umbelliformis Extract*, Beeswax, Tocopheryl Acetate, Glycerin, Aqua, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Gluconolactone, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid

niedziela, 28 kwietnia 2013

Kremy do twarzy Decubal - recenzje gościnne ;-)

Dzięki uprzejmości firmy Decubal, dwa z otrzymanych przeze mnie do testów kosmetyków mogłam podarować Mamie i Siotrze, i tak Mama dostała Wypełniający i rewitalizujący Face Vital Cream, a Siostra Odżywczy i intensywnie nawilżający Face Cream. Dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam ich opinie na temat tych kremów ;-)
 
Wypełniający i rewitalizujący Face Vital Cream ma bogate właściwości odżywiające i regenerujące skórę -  w jego skład wchodzi wiele cennych składników, m.in. kompleks ceramidów identyczny z naturalnie występującymi w skórze, witamina B3, witamina E, olejek jojoba oraz masło shea. Zawartość substancji lipidowych w kremie to ponad 20%. Krem nie zawiera środków konserwujących. Szybko się wchłania, dzięki czemu nadaje się również pod makijaż.
 
Decubal, Wypełniający i rewitalizujący Face Vital Cream
Co na to Mama? ;-) W jej ocenie krem  rzeczywiście szybko się wchłania, zostawiając skórę nawilżoną, miękką i przyjemną w dotyku, a jednocześnie pozbawioną tłustego filmu. Przypadło jej do gustu również opakowanie (50 ml), zaopatrzone w higieniczny dozownik.  


Decubal, Wypełniający i rewitalizujący Face Vital Cream
Tematu wypełniania zmarszczek Mama nie oceniła jednoznacznie, twierdząc, że jest na to za wcześnie, niemniej z kremu jest bardzo zadowolona i zamierza na stałe włączyć go do swojej pielęgnacji.

Siostra testowała krem z linii Basic, Odżywczy i intensywnie nawilżający Face Cream, którego zadaniem jest dostarczanie suchej skórze składników odżywczych i pielegnowanie jej dzięki zastosowaniu takich środków jak lanolina czy witamina E (zawartość substancji lipidowych - 17%).  A ponieważ na co dzień boryka się z problemem przesuszonej skóry, tym chętniej przystąpiła do testów ;)

Decubal, Odżywczy i intensywnie nawilżający Face Cream
Pierwsze wrażenie - przyjemna konsystencja - lekka i szybko się wchłaniająca, a mimo to zostawiająca skórę miękką i nawilżoną.  Krem dobrze sprawdza się pod makijaż, nałożony na twarz nie tłuści jej, ale daje przyjemne wrażenie wilgotnej skóry. Zapach jest  delikatny i wyczuwalny jedynie z bliskiej odległości. I najważniejsze - krem świetnie radzi sobie z tzw. suchymi skórkami i tym samym również na stałe wpisuje się do pielęgnacji mojej Siostry :)

Decubal, Odżywczy i intensywnie nawilżający Face Cream
Opakowanie przeciętne, szkoda, że nie jest to tuba z pompką, jak w przypadku Face Vital Cream, niemniej na plus folia ochronna i spora pojemność - aż 75 ml.



 

środa, 24 kwietnia 2013

Organic Therapy - Serum do twarzy z olejem manuka

Serum zwężające pory  Organic Therapy to pierwszy rosyjski kosmetyk, który zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. I nie dlatego, że nie działa, bo działa i to całkiem nieźle, ale z powodu jego konsystencji, teoretycznie lekkiej i żelowej, a w praktyce lepkiej i niezbyt dla mnie przyjemnej, coś na podobieństwo silikonowych baz, tyle że silikonów serum w swoim składzie nie zawiera.

Serum zwężające pory,  Organic Therapy

Serum przeznaczone jest dla osób  borykających się z problemem rozszerzonych porów, ale producent poza ich zwężeniem obiecuje parę innych fajnych rzeczy, i tak, zgodnie z jego deklaracjami, serum, dzięki obecności oleju manuka w składzie, stymuluje syntezę kolagenu, reguluje pracę gruczołów łojowych, chroni przed przedwczesnym starzeniem się skóry, posiada działanie przeciwzapalne i matujące, zwęża rozszerzone pory, zmiękcza i wygładza skórę. Zawiera także organiczny olej z drzewa herbacianego o antyseptycznym działaniu, korzystnie wpływającym na tłustą skórę, odświeżającym ją i zapobiegającym stanom zapalnym, ekstrakt z kory wierzby czarnej o bakteriobójczym działaniu, ekstrakt z oczaru wirginijskiego wspomagającego m.in. uszczelnianie naczyń krwionośnych oraz przyspieszanie procesu regeneracji skóry i organiczny ekstrakt kopru morskiego o właściwościach złuszczających.


Serum zwężające pory, Organic Therapy

Niestety, nie zaprzyjaźniłam się z serum na tyle, by móc ocenić długofalowe działanie kosmetyku, natomiast na pewno mogę napisać, że rzeczywiście zwęża pory. Nie jest to wprawdzie problem, który spędza mi sen z powiek, no ale czemu ma być dobrze, skoro może być lepiej? ;) Skóra jest wyraźnie gładsza i bardziej napięta, serum całkiem nieźle sprawdza się także jako baza pod makijaż. Niestety, tak jak wspomniałam na początku, jego konsystencja zupełnie mi nie odpowiada, drażni mnie klejąca warstwa na twarzy i choć wprawdzie prędzej czy później serum się wchłania praktycznie do matu, pasuję.


Serum zwężające pory, Organic Therapy

Na plus oczywiście dobry skład, bez parabenów, glikoli, silikonów czy sztucznych barwników, a także przystępna cena ok. 30 zł w sklepach interentowych, oraz spora pojemność - 50 ml. Opakowanie atrakcyjne, zarówno pod względem praktycznym (plastikowa tuba z wygodną pompką) jak i estetycznym.

Ciekawa jestem Waszych opinii na temat tego serum, jeśli używałyście bądź używacie, koniecznie się podzielcie!


Skład:

Aqua with infusions of: Salix Nigra (Willow) Bark Extract, Hamamelis Viriniana (Witch Hazel) Leaf Extract, Organic Leptospermum Scoparium Oil, Organic Melaleuea Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Organic Crithmum Maritimum Extract, Glycerin, Zinc PCA, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus (Carrageenan), Phospholipids, Salicylic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.


 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Kryolan, Rosewood

Uparcie opieram się wszelkim boxom i tym podobnym pudełkom, idea płacenia za luksus, który luksusem nie jest, nie do końca do mnie przemawia  i póki co jeden tylko produkt zainteresował mnie na tyle, bym postarała się go zdobyć - mowa tu o różu Kryolan dla Glossybox, w odcieniu Rosewood :) 

Kryolan, Glossy Rosswood

Kosmetyk umieszczono w uroczym opakowaniu z symbolem glossybox - wielkość różu to 2,5 g. Opakowanie jest solidne, zaliczyło już upadek na kafelki, jak widać bez większej szkody ;)


Kryolan, Glossy Rosswood

Odcień Rosewood jest mocno napigmentowany, o  nieco kredowej konsystencji, przez co teoretycznie można zrobić nim plamy, ale z drugiej strony róż jest na tyle jasny i tak dobrze się rozciera, że nie stanowi to większego problemu. 


Kryolan, Glossy Rosswood
 
Kolor to pastelowy, chłodny odcień brudnego różu. Matowy. Sprawdza się zarówno na policzkach jak i na powiekach. Raczej trwały (choć znam trwalsze), nie znika w ciągu dnia. Jego dostępność jest dyskusyjna, bo  ta odsłona różu dedykowana jest właśnie glossybox, więc teoretycznie jest limitowanką, ale  w Sieci przewijają się informacje, że w normalnym obiegu odcień ten można nabyć pod nazwą Glossy Pink.
 
 
 
 

środa, 17 kwietnia 2013

Kokosowa doskonałość od Rouge Bunny Rouge

Coconut Milk Parfait, Rouge Bunny Rouge to kolejny z moich podkładowych ulubieńców, choć muszę przyznać, że trudna to miłość. Ten podkład ma kilka bajecznych cech, z powodu których trudno mi się z nim rozstać, ale są dni kiedy najchętniej rzuciłabym nim w okno. I daj panie, żeby było otwarte ;)
 
Rouge Bunny Rouge, Milk Aquarelle - Coconut Milk Parfait

Jeśli wierzyć w marketingowe szepty, angielsko-rosyjska marka Rouge Bunny Rouge zrodziła się z potrzeby dostarczania piękna wszystkim tym, którzy za nim tęsknią ;o) W poszukiwaniu pobudzających fantazję i oczarowujących zmysły kosmetyków twórcy króliczej marki (logo RBR przytrzymują dwa takie stwory) udali się do Zaczarowanego Ogrodu, gdzie subtelna woalka pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią zostaje podniesiona aby pozwolić na przelotne spojrzenie w głąb świata o niepowtarzalnej magii (źródło). Nie ukrywam, cała ta bajkowa otoczka, króliczki, wróżki, elfy, paprotki i inne kwiatki  ma swój urok i nieodmiennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy ;) Opakowanie nawiązuje do idei marki, właściwy flakon odnajdziemy w uroczym tekturowym kartoniku, który sam w sobie jest bardzo dekoracyjny. Flakonik zakończono pompką, można ją także odkręcić, dzięki czemu cały podkład zużyjemy do końca, co jest dość istotne, zważywszy na jego cenę. Pojemność to 29 ml (brakujący mililitr wypił, zdaje się, króliczek ;p).
 
Rouge Bunny Rouge, Milk Aquarelle - Coconut Milk Parfait

Wybór kolorów jest dość skromny, zaledwie 5 odcieni, ale myślę, że podkład i tak się obroni, bo kolory zaskakująco dopasowują się do twarzy. Jednocześnie są chyba największą zaletą podkładu - lekko żółtawe, porcelanowe i delikatne ;) Mój wybór padł na kokosową mleczną doskonałość, choć miałam nie lada zagwostkę, bo jego migdałowy odpowienik jest równie piękny, ale dobierałam go z myślą o lecie, kiedy moja skóra zawsze staje się nieco ciemniejsza.
 
Milk Aquarelle nadaje twarzy młodzieńczy i  promienny wygląd, skóra jest lekko rozjaśniona, o naturalnym satynowym wykończeniu. Nie sposób nie wspomnieć o lekkiej i przywodzącej na myśl puszystą piankę konsystencji, która sprawia, że nakładanie podkładu, zarówno pędzlem jak i palcami, jest bardzo komfortowe, nie ma mowy o smugach czy problemach z roztarciem. Krycie średnie;  to bardziej upiększacz zadbanej i bezproblemowej skóry niż kreator takowej, ale dobrze współpracuje w korektorem, wiec mu wybaczam. Perfekcyjnie stapia się ze skórą, jest trwały, nie mam zwyczaju dotykania twarzy dłońmi, więc podkład w niezmienionym stanie trwa cały dzień. Nie wysusza i nie podkreśla suchej skóry, nie zapycha porów.
 
Rouge Bunny Rouge, Milk Aquarelle -
- Coconut Milk Parfait
Rouge Bunny Rouge, Milk Aquarelle -
- Coconut Milk Parfait

Minusy? Jeden, ale doprowadza mnie do szału - kiedy skóra ma gorsze okresy (okolice @, zmęczenie, mało snu itp), podkład po prostu źle na niej wygląda, ciężkawo, staje się widoczny, wchodzi w pory itp. Dzieje się to rzadko, niemniej dzieje się, a ja nie mam cierpliwości do zawodnych kosmetyków. Nie zachwyca także cena, ponad 200 zł (trochę nadrabia niesamowitą wydajnoscią) i kiepska dostępność - wybrane salony Douglasa. Podsumowując, RBR Milk Parfait jest naprawdę dobry, a jego kolory to prawdziwa bajka, niemniej ostatecznie podkład przegrywa w konfrontacji z moim faworytem Skin Illusion, Clarins, który oferuje mi równie piękne rozświetlenie, ale lepsze krycie i błogosławioną niezawodność.

Macie swoich ulubieńców wśród kosmetyków Rouge Bunny Rouge?
 
 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

L`Oreal, Rouge Shine Caresse - Romy

Chwilę pochodziłam wokół błyszczyków L`Oreal, Rouge Shine Caresse, zanim  zdecydowałam się któryś kupić, głównie dlatego, że kolory wydawały mi się dość dziwne i po prawdzie, dalej takie mi się wydają. A jeśli dodać do tego informację, że ostateczny efekt na ustach w dużej mierze zależy od barwy naszych ust, to już w ogóle nie wiadomo na co się zdecydować, niemniej po kilku nieudanych podejściach ostatecznie dokonałam niemożliwego i zdecydowałam się  na Romy :)
 
L`Oreal, Rouge Shine Caresse

Rouge Shine Caresse to połączenie błyszczyka i pomadki, a wszystko to przy zachowaniu intensywnego koloru (choć efekt końcowy jest raczej półtransparentny) i blasku. Bazę kosmetyku oparto na wodzie i olejkach pielęgnujących, dzięki czemu konsytencja jest lekka i mało wyczuwalna na ustach, a efekt bardzo naturalny i świetlisty zarazem.

L`Oreal, Rouge Shine Caresse
 
W ofercie znajdziemy 8 odcieni - póki co, kusi mnie jeszcze Juliette :). Pojemność opakowania to 6 ml w cenie ok. 38 zł, chyba że uda nam się trafić na promocję (Rossmann/SuperPharm). Opakowanie jest i śliczne i zgrabne, a aplikator w kształcie łezki usprawnia precyzyjne nakładanie kosmetyku na usta. Pięknie pachnie, coś jakby konfiturami różanymi, mniam!;)

L`Oreal, Rouge Shine Caresse - Romy, swatch na dłoni

We wszystkich niemal recenzjach przewija się informacja, że ostateczny efekt kolorystyczny różni się w zależności od wyjściowej barwy naszych ust i myślę, że sporo w tym prawdy.  Romy na moich ustach wydaje się przede wszystkim podreślać i pogłębiać ich naturalny odcień, dodając mu przy tym mnóstwa blasku i wierzcie mi - ten efekt trwa godzinami.
 
L`Oreal, Rouge Shine Caresse - Romy, na ustach
 
Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu, nie klei się, nie warzy, ani nie rozlewa, wręcz powiedziałabym, że ściśle przylega do powierzchni, na którą została zaaplikowana. Trwałość ma rewelacyjną, zostaje na ustach przez kilka godzin, a mimo to nie wysusza ich. Bardzo polecam, zdecydowanie udał się marce L'Oreal  ten kosmetyk ;)
 
 
 

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozkosze kąpieli z olejkiem Decubal ;)

Ogromne brawa dla marki Decubal za udaną akcję promocyjną, ogromne brawa również dla Was! 1000 zestawów rozeszło się w niespełna godzinę - mam nadzieję, że udało Wam się znaleźć w gronie szczęśliwców, a ja tymczasem pokuszę Was recenzją Olejku pod prysznic i do kąpieli, cobyście bardziej niecierpliwie tuptały w oczekiwaniu na kuriera ;-).
 
Decubal, Shower & Bath Oil
 
Na dzień dobry niespodzianka ;)) W kartoniku, obok olejku, znajdziemy saszetkę zapachową z ekstraktem grejpfrutowym, dzięki której możemy odmienić nasz z założenia bezzapachowy produkt na pysznie cytrusowy. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę! Co dalej? Olejek pełen jest składników zmiękczających i nawilżających skórę (ilość substancji lipidowych to aż 66%!), zawiera m.in. witaminę E, olejek Jojoba i rumianek. Wszystko to umieszczono w wygodnym w użyciu opakowaniu, z którego łatwo wydobędziemy odpowiednią ilość produktu. Małym minusem jest dla mnie fakt, że olejek nałożony bezpośrednio na skórę nieco tępo się rozciera; znacznie przyjemniej jest, gdy rozprowadzamy go po ciele gąbką. Na skórze pieni się słabo, jest raczej taki kremowy. Czy nawilża? Dużo zależy od kondycji skóry, moja tak czy siak potrzebuje balsamu, w przeciwnym wypadku jest nieprzyjemnie napięta i swędząca, a olejek zmyty ze skóry nie zostawia na niej tłustego filmu. Zatem choć lubię go za zapach, komfort stosowania i wydajność (opakowanie 200 ml starczy na co najmniej kilkanaście użyć), a opcja z saszetką zapachową zupełnie podbiła moje serce, to nie wiem czy skuszę się nań ponownie, zwłaszcza że nie jestem zbyt wierna kosmetykom do kąpieli.
 
 
 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Pantene Pro-V, 2 minutowa maska głęboko regenerująca do włosów normalnych

Obietnica głębokiej regeneracji kupuje mnie zawsze, gdy tylko przypomnę sobie, jakim temperaturom poddawane są moje włosy podczas zabiegu prostowania :] Dodatkowym bodźcem do kupna  2 minutowej maski głęboko regenerującej, Pantene Pro-V, były pozytywne opinie, jakie maska zebrała w wizażowym KWC, którym, przyznaję, od czasu do czasu się posiłkuję.

Procter&Gamble, Pantene Pro -V,
2 minutowa Maska Głęboko Regenerująca do włosów normalnych
Kosmetyk umieszczono w plastikowym opakowaniu, które można otworzyć na dwa sposoby, albo podnosząc klapkę do góry, albo po prostu odkręcając wieczko.
 
Procter&Gamble, Pantene Pro -V,
2 minutowa Maska Głęboko Regenerująca do włosów normalnych

Zadaniem maski jest intensywne nawilżanie przesuszonych i zniszczonych stylizacją włosów oraz ochrona ich przed takimi uszkodzeniami w przyszłości. Jak jest w rzeczywistości? No cóż, już szybkie spojrzenie na skład (silikony, chemia itp.) pozbawia złudzeń, wszelkie efekty są pozorne - owszem, maska w wyraźny sposób poprawia wygląd włosów, sprawia że są błyszczące i sypkie, niestety efekt ten utrzymuje się do następnego mycia, brak widocznej poprawy kondycji samego włosa, a tym samym nici z regeneracji.

Procter&Gamble, Pantene Pro -V,
2 minutowa Maska Głęboko Regenerująca do włosów normalnych

Czy jestem rozczarowana? Niekoniecznie, niczego innego w sumie się nie spodziewałam, a ładny wygląd moich włosów jest dla mnie równie ważny jak ich kondycja, stąd maskę na pewno wykorzystam do końca, zwłaszcza, że jest bardzo komfortowa w stosowaniu - przyjemnie pachnie, a dzięki gęstej konsystencji nie spływa z włosów. Nakładam ją jedynie na długość włosów, omijając okolice skóry głowy. Jest dla mnie dobrym rozwiązaniem, kiedy nie mam zbyt wiele czasu na rozpieszczanie skalpu, owe 2 minuty w zupełności wystarczą, by cieszyć się gładkimi i lśniącymi włosami (produkty bardziej naturalne trzymam na włosach znacznie dłużej). Zatem ogólnie może być, choć mam nadzieję, że to ostatni tak chemiczny produkt na moich włosach (zwłaszcza, że w zapasach mam dużo rosyjskich dobroci).


Maskę znajdziecie m.in. w Rossmannie za ok. 18 zł/200 ml.


Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Bis-Aminopropyl Dimethicone, Behentrimonium Methosulfate, Cetyl Alcohol, Parfum, Isopropyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Disodium EDTA, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Hexyl Cinnamal, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Amyl Cinnamal, Magnesium Nitrate, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Methylisothiazolinone



piątek, 5 kwietnia 2013

Krym ♥♥♥

Na przekór kapryśnej aurze (wioooosno przybądź!) przeglądam zdjęcia  i z tęsknotą wspominam słoneczne dni. A że wybrałam te z Krymu, to tęsknota jest podwójna ;-) Gorąco Was namawiam, jeśli szukacie inspiracji na letni urlop, a w dodatku jesteście wielbicielami zapierających dech w piersiach krajobrazów, interesującej architektury, ciekawej historii, świetnego jedzenia i jeszcze lepszego wina,  słonecznej pogody i gorących, choć nieco kamienistych plaż, to taak, Krym jest dla Was ;-)

Zapraszam do obejrzenia zdjęć!

Zrekonstruowany portal bazyliki
wśród pozostałości greckiej kolonii niedaleko Sewastopola.
 

Nad ruinami greckiego miasta Chersonez Taurydzki
góruje największa w Rosji katedra prawosławna -
- Sobór Św. Włodzimierza, zdolna pomieścić ponad 1000 wiernych.


Zwietrzała rafa koralowa niedaleko Sewastopola.


Mieszkańcy Krymu też mają swoje góry stołowe -
- tu widok z Twierdzy Czufut-Kale.
 

Ulica Czufut-Kale, ważnego ośrodka kultury karaimskiej.
Co ciekawe, w Polsce nadal działa (jeden z nielicznych na świecie) ośrodek ich religii.
 

Dziedziniec w siedzibie władców
Chanatu Krymskiego w Bachczysaraju,
 miejsce ze wszech miar wyjątkowe :)


Cokolwiek tam serwowano - w takiej scenerii nie mogło nie smakować ;)
Restauracja w ogrodach Bachczysaraju.


Góra "Orzeł" w Nowym Świecie -
prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny fragment krymskiego wybrzeża.


Pałac księcia Woroncowa w Ałupce, widowiskowo położony nad brzegiem
 Morza Czarnego. Jedno z miejsc Konfrencji Jałtańskiej,  gdzie m.in.
rozstrzygnęła się powojenna historia Polski.


Pałac carski w Massandrze, mniej znany od poprzedniego,
ale równie piękny.
  

Obowiązkowy rejs z przepłynięciem przez Złote Wrota zaliczony!


Zamek, który urósł już chyba do rangi symbolu Krymu - Jaskółcze Gnizado.


Pałac w Liwadii.

Słowo daję, Adam musiał mnie stamtąd siłą ściągać ;)


Jestem Krymem oczarowana i to zarówno pięknem półwyspu jak i serdecznością jego mieszkańców, o których zresztą wiele można by opowiadać, tak fascynującą kulturowo mieszankę sobą reprezentują. A jeśli dodać do tego ich niezwykłą serdeczność, to nie pozostaje już nic innego, jak tylko zacząć pakować walizki ;-) Czego zarówno sobie (baaardzo chciałabym tam wrócić) jak i Wam życzę.


czwartek, 4 kwietnia 2013

Dermedic, Normacne Therapy, Preparat punktowy na wypryski

Nie mam większych problemów z cerą, ale są takie dni, kiedy w wyniku huśtawki hormonalnej popartej nadmiernym spożyciem czekolady, na twarzy pojawiają się nieproszeni goście. Na takie właśnie okazje kupuję preparaty punktowe, których jestem dużym sympatykiem, a z dniem, kiedy odkryłam Normacne Therapy z firmy Dermedic, sympatia ta tylko się pogłębiła ;)
 
Dermedic, Normacne Therapy, Preparat punktowy na wypryski

Preparat skierowany jest do pielęgnacji skóry mieszanej i tłustej, ale myślę, że jako kosmetyk z założenia stosowany punktowo, powinien sprawdzić się na każdej skórze. Zawarty w produkcie  kwas salicylowy nie tylko wykazuje bakteriobójcze działanie,  ale także przyspiesza odnowę komórek naskórka (co ma również pozytywny wpływ na redukcję przebarwień), poprawia koloryt i strukturę skóry oraz redukuje mikrourazy. Ekstrakt z tymianku w połączeniu z alantoiną łagodzi podrażnienia i stany zapalne o podłożu trądzikowym. Należy pamiętać, by nie stosować Normacne Therapy w czasie ekspozycji na słońce!
 
Dermedic, Normacne Therapy, Preparat punktowy na wypryski
 
Kosmetyk zamknięto w miękkiej tubie zakończonej tak, aby łatwo i higienicznie można było wydobyć z niej odpowiednią porcję żelu. Niewielką ilość nakładamy  na oczyszczoną skórę, celując w newralgiczne miejsca.  Preparat jest przezroczysty, dzięki czemu praktycznie niewidoczny, dodatkowo szybko się wchłania. Może być stosowany rano i wieczorem. Szybko i skutecznie   niweluje wypryski - jeśli przesadzimy, skóra w posmarowanym miejscu może być nieco przesuszona, ale to i tak niewielka cena za tak błyskawiczny efekt. Tym samym polecam, to zaskakująco skuteczny i tani kosmetyk (za 15 ml zapłacimy ok. 10 zł), który warto choćby przetestować. Kosmetyki Dermedic znajdziecie w aptekach.
 
 

środa, 3 kwietnia 2013

Inglot na wiosnę ;-)

Stojąc przed standem z wiosenną kolekcją lakierów w salonie Inglot, dylemat miałam niemały, bo choć podobało mi się co najmniej kilka z nich, to przede wszystkim gdzieś z tyłu głowy coś mówiło niee, w tym odcieniu na pewno już jakiś mam. Ostatecznie skusiłam się na niepowtarzalny (przynajmniej w mojej kolekcji ;-)) kolor rozbielonej pomarańczy z delikatnie koralową nutą - oznaczony numerem 382. Cudny jest, zobaczcie same!
 
Inglot, Lakier do paznokci 382
 
Lakier nie zawiera szkodliwego toluenu, formaldehydu, ftalanu dibutylu (DBP) ani kamfory. Cena za 15 ml to 20 zł. Wolałabym mniej za mniej, ale co robić :].
 
Inglot, Lakier do paznokci 382
 
Kolor jest bardzo nieoczywisty, w zależności od światła może wydawać się pastelowo pomarańczowy, koralowy, czy nawet różowawy. Do pełni szczęścia potrzeba co najmniej dwóch warstw i tyle właśnie widzicie na zdjęciach. Przy jednej widoczne są smugi i prześwity. Generalnie nie jest to lakier z tych najłatwiejszych do malowania, niemniej efekt podoba mi się na tyle, że wybaczam mu to ;)
 
Inglot, Lakier do paznokci 382

Inglot, Lakier do paznokci 382
 
Inglot, Lakier do paznokci 382
 
Lubię lakiery Inglota za ich jakość i ten nie jest wyjątkiem - w miarę szybko wysycha, jest dość trwały i wytrzymały.


- Kocie patrz! 
 
Jeśli macie u siebie inne lakiery z tej kolekcji, koniecznie dajcie znać ;-)