środa, 30 stycznia 2013

(Nie)Krótka rzecz o demakijażu - w rolach głównych marsylskie mydełko oliwkowe ;)

Istnieje teoria, zgodnie z którą trzy rzeczy przyczyniają się do przedwczesnego starzenia się kobiecej skóry - papierosy, słońce i sposób demakijażu. O ile dwie pierwsze pozycje nie budzą zdziwienia, to trzecia może zastanowić - o tym, że demakijaż to podstawa kobiecej pielegnacji wiemy od dawna, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest odpowiednie podejście do tej kwestii. 

źródło

Tak naprawdę mało istotne jest po jakie środki do usunięcia makijażu, potu, kurzu z ulicy, słowem całego dnia z twarzy, sięgniemy, ważniejszy jest sposob, w jaki ich użyjemy. Zatem - delikatnie. Jeśli wybieramy waciki, najlepiej przykładać je, nasączone kosmetykiem do demakijażu, do twarzy, czekając, aż aktywne substancje rozpuszczą brud. Nie pocierajmy, by nie naciągać skóry. Tusz najlepiej usuwać przykładając jeden nawilżony wacik pod dolną powieką, tak by drugim wacikiem za pomocą pionowych ruchów  ściągać kosmetyk z rzęs. Jeśli wolimy usuwać tusz przesuwając wacik po skórze, pamiętajmy, by robić to zawsze od zewnętrznej strony do wewnętrznej. Unikniemy w ten sposób dostania się resztek kosmetyków do oczu.  

Tyle teorii. A co ja na to? Prawdę mówiąc dawno uznałam, że demakijaż za pomocą wacików jest dla mnie nieodpowiedni i od paru lat makijaż zmywam za pomocą wody i mydła - wybieram takie, które przy okazji pielęgnują moją skórę. Delikatny masaż twarzy zwilżonymi wodą z mydłem dłońmi wystarczy, by zmyć nawet najbardziej odporny tusz do rzęs. W razie konieczności czynność powtarzam. Potem już tradycyjnie - przecieram twarz wacikiem z odpowiednim tonikiem, nakładam krem itd. U mnie ten sposób sprawdza się najlepiej i nie wyobrażam sobie innego :)

Po tym przydługim wstępie chciałam Wam przybliżyć mydło,  na rzecz którego porzuciłam ulubione dotąd mydła Alep -   Savonnerie,  Mydło Marsylskie Oliwkowe 72 %.

Savonnerie, Mydło Marsylskie Oliwkowe 72 % (tu przekrojone na pół)

Mydło w całości wykonane jest z naturalnych składników (sodium olivate, sodium palmate, sodium palm kernelate, aqua, sodium chloride), dzięki temu nie wysusza i nie podrażnia wrażliwej skóry twarzy, może być stosowane także w dziecięcej pielęgnacji. Dzięki dużej zawartości oliwy z oliwek nawilża skórę - mydełko jest specyficznie śliskie w dotyku, wyraźnie inne niż większość tego typu kosmetyków. Świetnie oczyszcza skórę, dodatkowo ma działanie bakteriobójcze. Jedyny minus - zapach, nie jest może tak nieprzyjemny jak w przypadku mydeł Alep, no ale różami nie pachnie ;-)

Cena to zdecydowany plus, za mydło o wadze 300 gramów zapłacimy 14 zł (Biolander), z uwagi na wielkość kostki dla wygody  dzielę ją na pół. Mydło jest nieco mniej wydajne niż   mydła Alep, ale i  tak starcza na długo.

Bardzo polecam!
 



piątek, 25 stycznia 2013

Prysznicowe pychotki, czyli Balea w mojej łazience :)

Żele pod prysznic Balea, o przepysznie brzmiących nazwach i przyciągającej oko bajecznie kolorowej szacie graficznej, zdecydowałam się opisać razem, bo, poza niewielkimi szczegółami, są bardzo do siebie podobne :)
 
Balea, żele pod prysznic :)
 
Co je różni? Na pewno zapach - Guave, czy bardziej swojsko gujawa, to słodkawa, ale z orzeźwiająco - egzotycznymi nutami woń, natomiast Feigen-und-Schokoladenduft to upojny aromat gorzkiej czekolady z lekko figowymi tonami - oba na swój sposób są boskie, nie potrafiłabym stwierdzić, który bardziej mi się podoba :) Różni je także kolor - figowo-czekoladowy żel jest mlecznobiały, gujawa - mlecznoróżowa :) A, no i  niestety  - ciastek to  limitowana edycja :(
 
Cała reszta także na plus - odpowiednia półpłynna konsystencja, praktyczne i dobrze leżące w dłoni opakowanie, przyzwoita pojemność (300 ml) no i przyjazna cena - poniżej 1 €, naprawdę nie ma się do czego przyczepić. No może jedynie do tego, że cudowne aromaty, jakkolwiek uprzyjemniają nam prysznic, to jednak nie zostają na skórze. Niemniej - bardzo mocno polecam i jedyne czego mogę żałować, to tego, że drogerie dm odkryłam stosunkowo niedawno i aż żal, ile pachnących okazji minęło mi koło nosa!
 
ps. chociaż to dopiero początek mojej przygody z kosmetykami Balea, przyznaję, że mam już kilku ulubieńcow, i ciekawa jestem, czy Wy macie swoich, a jeśli tak - podpowiedzcie, na co zwrócić uwagę :)
 
 
 

czwartek, 24 stycznia 2013

Bourjois, Bio Detox, Organiczny korektor pod oczy

Z lekkim zaskoczeniem przyjęłam fakt, że firma Bourjois wypuściła serię kosmetyków certyfikowanych świadectwem Ecocert, a ponieważ okazało się, że nie tylko skład, ale i kolory są zachęcające - skusiłam się na jeden z nich. Zadania miałam ułatwione, korektor dostałam w bonusie do zakupów w sklepie internetowym.
 
Bourjois, Bio Detox, Organic Anticernes Anti - Poches
 
Kosmetyk ma tuszować i zarazem przeciwdziałać cieniom i opuchnięciom pod oczami, ożywiać spojrzenie i likwidować mankamenty cery. Blisko 99% jego składu jest pochodzenia naturalnego (z czego 14,4% składników pochodzi z upraw ekologicznych certyfikowanych przez Ecocert), co składa się na pozostały 1% nie sprecyzowano. W beztłuszczowej formule kosmetyku zawarto m.in. ekstrakty z kasztana oraz pigmenty odbijające światło. Tyle teorii, a co w praktyce?
 

Bourjois, Bio Detox, Organic Anticernes Anti - Poches -
Clair - Medium (Light to medium)

Wybrany przeze mnie kolor Clair - Medium jest jasnym czystym beżem, może z odrobiną żółtych tonów. Beztłuszczowa formuła objawia się głównie tym, że korektor jest pudrowy i tępy (daleko mu do obiecywanej lekkości!) w nakładaniu; trzeba włożyć trochę wysiłku w to, żeby go dokładnie rozprowadzić - najlepiej delikatnie wklepać - tak, by efekt końcowy był zadowalający. Aplikacja palcami zamiast pędzlem przynosi zdecydowane lepsze efekty. Krycie? Przywoite, kwestia rozświetlenia pozostaje dyskusyjną. Na plus - dobra trwałość, raz wklepany w skórę będzie na niej trwał, aż do demakijażu. Nie wysusza, i nie zapycha. Minus - może wchodzić w pory i zbierać się w załamaniach skóry.
 
Bourjois, Bio Detox, Organic Anticernes Anti - Poches
 
Zakończona metalową kulką roll-on plastikowa tubka  mieści 8 ml (w cenie ok. 40 zł) produktu i jest zaklejona folią, dzięki czemu mamy pewność, że kosmetyk nie był wcześniej testowany. Aplikator roll-on nie sprawdza się, ponieważ z uwagi na dość suchą konsystencję kosmetyk zasycha i bywa, że kuleczka się zacina. Nie jest to problem, z którym nie można sobie poradzić, niemniej można było go uniknąć.
 
Trudno powiedzieć, jakie mam zdanie na tema tego kosmetyku, ma sporo zalet (kolor!, skład), ale jego wady sprawiają, że raczej nie zostanie ze mną zbyt długo.

 

środa, 23 stycznia 2013

Masło do ciała - Granatapfel

Soczyste masło do ciała o cudownym zapachu granatów to kolejny produkt marki Pharmatheiss Cosmetics, z serii Granatapfel, który podbił moje serce. Odpowiada mi w nim prawie wszystko -  treściwa, ale jednocześnie na tyle lekka, że nie utrudnia rozprowadzania kosmetyku po ciele, konsystencja, wspomniany zapach i właściwości pielęgnacyjne - masło natłuszcza i nawilża skórę, zostawiając ją miękką i jędrną. Jestem zachwycona ;-)
 
Pharmatheiss Cosmetics, Granatapfel, Ujędrniające masło do ciała
 
Kosmetyk przeznaczony jest do skóry odwodnionej i dojrzałej. Swoje dobroczynne działanie zawdzięcza wyciągowi z owocu granatu, który w połączeniu z aktywnym kompleksem z kofeiny i Coleus Forskohlii ujędrnia skórę, a toskańska oliwa z oliwek tłoczona na zimno oraz masło Shea intensywnie ją pielęgnują. Nie zawiera parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.
 
Produkt jest bardzo delikatny - często aplikuję go na skórę nóg bezpośrednio po depilacji - podrażniona skóra źle znosi większość znanych mi balsamów, ten przynosi jej ukojenie.


Pharmatheiss Cosmetics, Granatapfel, Ujędrniające masło do ciała
 
Opakowanie również bardzo mi się podoba, przede wszystkim masło zostało zabezpieczone przed ciekawskimi nosami srebrną folią, co gwarantuje, że jesteśmy jego pierwszymi macantami ;-) Plastikowy słoiczek jest spory, ale poręczny, a nakrętka solidnie domyka produkt. Kosmetyk jest bardzo wydajny - dzięki gęstej konsystencji 300 ml starcza na długo. Jedynym minusem jest cena - w stacjonarnych aptekach ok. 80 zł, w Sieci można je upolować już za ok. 50 zł. Na pocieszenie dodam, że seria Granatapfel ponoć często bywa w promocji, i ja na pewno na takie zamierzam zapolować ;-)
 
 
 
 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Novoxidyl - tak i nie ;)

Jakiś czas temu otrzymałam do testów zestaw kosmetyków przeciw wypadaniu włosów, Novoxidyl.  Kosmetyki Novoxidyl zawierają Triaminodil; opatentowaną substancję o właściwościach silnie normalizujących funkcje cebulki włosowej. Triaminodil ogranicza nadmierne wypadanie włosów, przedłuża cykl ich życia i wspomaga wzrost. W zestawie znalazły się szampon do włosów i tonik - każdy z tych kosmetyków wzbudził we mnie zgoła odmienne reakcje.
 
Novoxidyl - szampon i tonik

Zacznijmy od szamponu. Zalety? Regularnie stosowany ograniczył wypadanie włosów (ale też nie miałam z tym wielkiego problemu, natomiast dziś mam wrażenie, że praktycznie wcale nie wypadają!), włosy po umyciu są dłużej świeże (z drugiej strony, osoby z wrażliwszą skórą głowy mogą uznać, że szampon przesusza) i tak jak wcześniej musiałam je myć co dwa-trzy dni, tak teraz spokojnie mogłabym je myć raz na ok. 5 dni (mogłabym, gdyby nie fitness ;-). I na koniec zostawiam najlepsze - moje włosy wreszcie zaczęły szybciej rosnąć (wpływ na to może mieć także maska drożdżowa, o której pisałam Wam tutaj). Jeśli chodzi o samą kondycję włosów, nie zauważyłam zmiany ani na gorsze, ani na lepsze. O dziwo, mimo niezbyt przyjaznego składu (SLS! na drugim miejscu w składzie), szampon nie podrażnił  skóry głowy. Zapach szamponu jest specyficzny, trochę medyczny, ale do zniesienia. Pieni się bardzo fajnie, gęstą kremową pianą. Opakowanie? Generalnie na plus, choć pod koniec dość trudno wydobyć resztki produktu - plastikowa tuba jest sztywna, a gęsta konstystencja słabo współpracuje. 

Tonik nie przypadł mi do gustu z jednego, ale dość znaczącego powodu - niesamowicie przetłuszcza skórę głowy (zawiera alkohol!), co przy założeniu, że zgodnie z zaleceniem producenta należy go wcierać nawet dwa razy dziennie, jest bardzo kłopotliwe. Szybko zaczęłam stosować go jedynie na około godzinę przed myciem głowy - więc niestety nie codziennie - ale tylko tak było to dla mnie do przyjęcia. Przyjemny zapach, wodnista konsystencja i wygodne opakowanie ułatwiają nakładanie specyfiku na skórę głowy. Efekty? Trudno powiedzieć, wszystkie plusy umiejscowiłam raczej po stronie szamponu i do niego chętnie wrócę, natomiast z tonikiem chętnie się pożegnam.

Pojemność szamponu i toniku to odpowiednio 200 i 75 ml, cena jest różna w zależności od aptek - za szampon przyjdzie nam zapłacić ok. 30 zł, za tonik ok. 40 zł.

 
Skład szamponu: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Chloride, Polyquaternium-7, Zinc Pyrithione, Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Lauryl Glucoside, Pyrrolidinil Diaminopyrimidine Oxide, Sodium PCA, Tocopherol (and) Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Citric Acid, Caprylyl Glycol, Caprylhydroxamic Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Polynaphthalenesulfonate, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben, Argilla, Parfum.
 
Skład toniku: Alcohol denat., Aqua,  Propylene Glycol, Laureth-7 Citrate, Coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, Pyrrolidinil Diaminopyrimidine Oxide, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Lactic Acid, Tocopheryl Acetate, Esculin, Methionine, Cysteine, Tryptophan, Lauric Acid, Retinyl Palmitate, Parfum.


 

piątek, 18 stycznia 2013

Eyeliner gel od MAP - podejście drugie ;)

Po ogromnym rozczarowaniu czarnym linerem Make-Up Atelier Paris zastanawiałam się, czy zamawianie kolejnego, tym razem kremowego, ma sens, ale z uwagi na bardzo rozbieżne opinie, z przewagą tych pozytywnych, stwierdziłam, że dam mu szansę. I wiecie co? Pod teoretycznie tą samą nazwą, mam dwa totalnie różne produkty, w dodatku odmienne nie tylko jeśli chodzi o efekt końcowy, ale także w kwestii opakowania, gramatury, konsystencji, słowem - wszystkiego. 

Make-Up Atelier Paris, Eyeliner gel, EIW

Opakowanie mocno różni się od poprzedniego, jest mniej dekoracyjne i zamiast oszronionego szkła mamy plastik z szeroką nakrętką. Pojemność jest mniejsza -  3 g, a nie jak poprzednio 4 g.    

Make-Up Atelier Paris, Eyeliner gel, EIW

Konsystencja produktu jest miękka, bardziej kremowa niż żelowa; eyeliner w  miarę szybko zastyga na skórze, ale przy wprawnej ręce można się pokusić o ewentualne poprawki. Jest niesamowicie trwały, demakijaż wymaga cierpliwości, ale dla efektu - warto.

Na twarzy podkład Armani Lasting Silk,
róż MAC Fleur Power, szminka Catrice Ultimate Colour 030,
tusz Maybelline Collosal Volume, cień MAC Memorabilia,
jakiś drobiazg do rozświetlenia powieki i eyeliner MAP ;)
 
Do czego używam go najczęściej? Jest świetną bazą pod kolorowe kreski na powiekach, zaaplikowane na nim cienie trzymają się jak na kleju ;-). Solo też wygląda atrakcyjnie. Słabo natomiast sprawdza się na linii wodnej, a już na pewno nie polecam takich prób osobom noszącym szkła kontaktowe - przetestowałam - za sprawą mikroskopijnych drobinek wykruszających się z linii powieki cały czas miałam wrażenie ciała obcego w oku.  
Jak wyżej, tylko bez szminki ;)

Gdybym miała gwarancję, że każdy następny gel eyeliner od MAP będzie taki jak ten, na pewno skusiłabym się na inne kolory, ale z uwagi na dużą rozbieżność w jakości, dam na wstrzymanie. Zakup polecam głównie tym z Was, które mogą wybrać produkt osobiście :)


 

czwartek, 17 stycznia 2013

Jak rozjaśnić podkład: vol 2

O tym, co zrobić ze zbyt ciemnym podkładem, pisałam już tutaj, ale dzięki Ewelinie odkryłam jeszcze jeden sposób, równie skuteczny, choć dający nieco inny efekt końcowy. Jak się okazuje, naprzeciw potrzebom dyskryminowanych przez koncerny bladych twarzy ;D wyszła firma kolorówka.com, która oferuje gotowe bazy kolorystyczne, służące do zmieniania tonacji kosmetyków kolorowych takich jak podkłady, pudry, cienie itp.

Gotowe bazy kolorystyczne

Skusiłam się na dwie mieszanki - Color Blend White o wiadomym przeznaczeniu i Color Blend Yellow, dzięki której dopasowuję zbyt różowe podkłady do swojej karnacji. Bazy zamknięte są w strunowych woreczkach o różnej pojemności, do wyboru 5 ml, albo 10 g, w przystępnych cenach, odpowiednio ok. 5 i 15 zł.

Podkład przed  rozjaśnieniem i po :)

Sposób postępowania jest bardzo prosty, należy zmieszać odpowiednią ilość bazy z kosmetykiem, którego kolor chcemy zmienić. Najlepiej zacząć od niewielkiej ilości i w razie potrzeby dosypywać. Proszek łatwo i szybko łączy się z podkładem, wystarczy parę razy energicznie potrząsnąć buteleczką bądź zamieszać szpatułką.  Jak zmienia się podkład po wymieszaniu go z bazą? Na pewno staje się bardziej pudrowy, co nie każdemu musi odpowiadać, stąd baza najlepiej sprawdza się przy mocno płynnych podkładach - rozjaśniłam w ten sposób m.in. Lancome Teint Miracle  i jestem zachwycona efektem końcowym, z kolei próby rozjaśniania Lancome Teint Idole Ultra 24H już nie do końca się powiodły, podkład staje się tępy w aplikacji i bardziej widoczny na twarzy. Jak widać wiele zależy od samego podkładu, dlatego najlepiej przeprowadzić próbę na niewielkiej ilości.

Polecam, to prosty i szybki sposób na zmianę tonacji kosmetyku :)


środa, 16 stycznia 2013

Korres, Sunflower & evening primrose eyeshadow

Słabo znam firmę Korres, ale po całkiem miłych doświadczeniach z masełkiem do ust nabrałam apetytu na więcej ;) Składając zamówienie na truskawie, skusiłam się także na korresowy set, zawierający dwa cienie do powiek, kredkę i tusz do rzęs. Kredka i tusz ciągle czekają na swoją kolej, ale nie mogłam się oprzeć, by nie użyć cieni i oto,  co o nich myślę ;-)

Korres, cienie do powiek
Na dzień dobry zaskoczył mnie ich rozmiar - w malutkiej kostce zamknięto 1,8 g cienia, dodatkowo otwieranie opakowania grozi połamaniem paznokci ;/.

Korres, cienie do powiek - 66 Pink i 14 ivory

Nieco rozczarowuje także nasycenie - cienie są delikatne i nawet na bazie nie dają wyraźnego koloru. Z drugiej strony odcienie, na które się zdecydowałam, z założenia są dość jasne, być może w przypadku ciemniejszych efekt jest mocniejszy.

Korres, cienie do powiek - swatche

Na tym na szczęście kończą się minusy - cienie charakteryzują się bardzo dobrą przyczepnością do powieki i nawet aplikowane solo, bez bazy, wytrzymują w niezmienionym stanie długie godziny. Nie osypują się i są przyjemne w aplikacji. Efekt na skórze również na plus - kolory ładnie opalizują i odbijając światło odświeżają spojrzenie. Cienie wzbogacone są o olejek słonecznikowy, który zapobiega wysuszaniu powieki - tu wierzę producentowi na słowo, sama nie odczuwam szczególnej pielęgnacji. Ogólnie polecam, choć raczej w promocyjnych cenach Strawberrynet - na stronie producenta koszt pojedynczego cienia to ok. 14 € i w mojej ocenie nie są tyle warte. Cen sephorowych nie pamiętam.



poniedziałek, 14 stycznia 2013

Radość malowania z Seche Vite ;-)

Nie wspomnę, ile razy kładłam się spać przekonana, że wszystkie warstwy lakieru zaschły na kamień, by rano obudzić się z gustownie odbitym wzorkiem z pościeli na płytce paznokcia ;-) Nie wspomnę też, ile razy  w ostatniej chwili desperacko domalowywałam kolejną warstwę, próbując zakryć uszkodzenia powstałe na skutek dotknięcia niedoschniętego lakieru. Nic więc dziwnego, że odkąd odkryłam Seche Vite wielbię go niezmiennie ;-) 
 
Seche Vite Dry Fast Top Coat
 
Seche Vite Dry Fast Top Coat to lakier nawierzchniowy, który przyspiesza schnięcie lakieru, utwardza go i nabłyszcza. Dodam tylko, że z wszystkich tych zadań wywiązuje się perfekcyjnie.
 
Seche Vite na paznokciach

Sposób użycia? Na pomalowane paznokcie nanosimy Seche Vite i po ok. 10 minutach - voila! możemy wracać do innych zajęć. Paznokcie są twarde i lśniące, o żelowym wykończeniu - moim ulubionym. Dodatkowo stają się odporne na odpryski i ścieranie.

Minusy? Mocno chemiczny zapach i krótki czas przydatności do użycia - top coat stosunkowo szybko gęstnieje, stąd zapobiegawczo kupiłam malutką buteleczkę (na Allegro koszt ok. 7 zł plus przesyłka). Na pocieszenie dodam, że ponoć można kupić preparat rozcieńczajacy i kto wie, czy się na niego nie skuszę. Bywa też, że SV ściąga lakier z końcówek, ale tu sporo zależy od samego lakieru, nie na wszystkich jest to zauważalne.

Podsumowując - bardzo polecam, u mnie na pewno zagościł na dłużej.

wtorek, 8 stycznia 2013

Alverde, Mineral Rouge - Nordic Berry ♥

Tytuł mówi wszystko - jestem absolutnie oczarowana tym cudem ;-)
 
Alverde, Mineral Rouge, 20 Nordic Berry

Róż zamknięty jest w niedużym zakręcanym pudełeczku (4 g) i pierwsza niespodzianka, jaką odkryjemy tuż po otwarciu, to zapach - bajeczny, słodki, pudrowo-różany. Dalej jest równie dobrze - róż zaklejony jest folią, mamy pewność, że nikt go nie testował przed nami - dla mnie to dość ważne i chwała producentom, którzy decydują się na takie zabezpieczenia.
 
Alverde, Mineral Rouge, 20 Nordic Berry
 
Kolor - piękny, zgaszony róż z delikatną nutą rdzawej czerwieni. Pigmentacja? Zachwycająca i to może być mały minus dla niektórych - z uwagi na sypką formę różu, łatwo przedobrzyć (co i mi się parę razy zdarzyło). Na pocieszenie dodam, że nadmiar kosmetyku z policzków bardzo łatwo ściągnąć czystym pędzelkiem. Nie robi plam, a jego trwałość to ciąg dalszy pozytywów - nie ściera się, ani nie znika z twarzy w ciągu dnia.
 
Alverde, Mineral Rouge, 20 Nordic Berry  - swatch na dłoni
 
Wykończenie matowe.


Alverde, Mineral Rouge, 20 Nordic Berry - na twarzy
 
Róż nie uczula i nie zapycha. Istotnym minusem może być dostępność, głównie nieobecne w naszym kraju drogerie dm, ewentualnie Allegro. Cena przystępna, w przeliczeniu ok. 16 zł, bywa też dołączany do innych produktów Alverde - ja dostałam go przy zakupie olejku do ciała. Bardzo polecam!



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Acerin, Antyperspirant do stóp

Od razu przyznam, że nie mam problemu z nadmierną potliwością stóp i tak naprawdę do niedawna nie wiedziałabym nawet, co zrobić z tym produktem. Od paru miesięcy jednak regularnie (sama w to nie wierzę!) chodzę na siłownię i to dla mnie świetna okazja, by sięgać po Antyperspirant Forte

Acerin, Antyperspirant Forte
 
Zgodnie z obietnicami producenta, antyperspirant skutecznie hamuje wydzielanie potu i działa antybakteryjnie. Utrzymuje stopy suche i świeże przez długi czas. Zapewnia długotrwałe uczucie świeżości. Polecany również w profilaktyce przeciwgrzybiczej.  Nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod tym obiema stopami ;-) Nie jestem zresztą odosobniona w swojej ocenie - kosmetyk został nagrodzony Laurem Konsumenta jako Odkrycie 2011.

Produkt jest bardzo wydajny, a aplikator w formie spray'u ułatwia sprawne i higieniczne pokrycie kosmetykim stóp.  Delikatny i przyjemny zapach umila aplikację, a fakt, że antyperspirant został przebadany dermatologicznie gwarantuje brak podrażnienia wrażliwej skóry stóp. Opakowanie 100 ml dostaniemy w cenie ok. 12 zł.

 

piątek, 4 stycznia 2013

Benefit, The POREfessional

Wygrana na blogu Obsession sprawiła mi sporą przyjemność, również dlatego, że nagrodą była baza Benefit, POREfessional, który to produkt znałam dotąd z próbek i już parę razy bliska byłam jego zakupu :)

Benefit, POREfessional

Dlaczego dotąd się nie zdecydowałam? Głównie dlatego, że na co dzień nie mam problemu z widocznymi porami i jedynie od czasu do czasu moja skóra stroi fochy,  a baza, jakby nie było, tania nie jest (ok. 140 zł/22 ml w Sephorze). Wygrana szczęśliwie zabiła moje dylematy i mogę w pełni cieszyć się zaletami POREfessional ;-)


Benefit, POREfessional
A są nimi niewątpliwie miły, choć nie narzucający się, zapach, transparentny cielisty kolor, który sprawia, że baza idealnie dopasowuje się do odcienia naszej skóry, lekka silikonowa konsystencja, a zatem brak uczucia obciążenia skóry i wreszcie - efekt końcowy. POREfessional skutecznie wypełnia pory, minimalizując ich widoczność i sprawiając, że skóra wydaje się perfekcyjnie gładka i matowa. Czy baza przyczynia się do przedłużenia trwałości makijażu - nie wiem, sama nie mam z tym problemu, więc trudno mi ocenić. Podobnie nie bardzo mogę stwierdzić, czy zapycha, czy nie, bo nie stosuję jej na codzień, a jedynie od czasu do czasu. Za to z całą pewnością mogę napisać, że jest niesamowicie wydajna, maleńka kropla (choć trudno mówić o kropli w przypadku zupełnie niepłynnego produktu) wystarczy, by pokryć twarz, a jeśli stosujecie ją tak, jak ja - jedynie na policzki - starczy Wam na wieki całe.
 
Ciekawostką jest to, że bazę można nakładać zarówno pod, jak i na makijaż. Wbrew pozorom ta druga opcja warta jest rozważenia, bo pokrywana podkładem baza lubi się ścierać.
 
Tubka jest miękka i wygodna, a jej ujście zaklejone folią. Design typowy dla Benefita, mi nie przeszkadza, a nawet się podoba. Czy polecam? Tak, ale, z uwagi na cenę, raczej w czasie promocji ;-)
 
 

czwartek, 3 stycznia 2013

Organic Therapy, Brylantowy peeling do twarzy

Diamond Face Peel with organic grapefruit extract & brilliant powder to kolejny przedstawiciel rosyjskiej pielęgnacji w mojej łazience :) Nie zrobił może na mnie tak spektakularnego wrażenia jak choćby serum  Zatrzymanie młodości, ale zdecydowanie jestem z niego zadowolona.
 
Organic Therapy, Brylantowy peeling do twarzy
 
Bazowe składniki peelingu to diamentowy proszek organiczny ekstrakt grejpfruta, odpowiedzialne kolejno za ścieranie martwego naskórka, oraz nasycenie skóry witaminami, mikroelementami i aminokwasami. Producent obiecuje, że regularne  stosowanie peelingu  przyczyni się do wzrostu nawilżenia skóry i wygładzenia zmarszczek. Produkty Organic Therapy nie zawierają potencjalnie szkodliwych i zapychających substancji.

Organic Therapy, Brylantowy peeling do twarzy
 
Peeling zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubie, o pojemności 150 ml. Drobinki odpowiedzialne za ścieranie martwego naskórka są mikroskopijne i niezbyt ostre, stąd po kosmetyk spokojnie mogą sięgąć osoby z wrażliwszą skórą. Peeling ładnie pachnie, czymś na kształt cytrusów, choć nie upieram się przy tym ;-)  Zalecany przez producenta sposób stosowania to delikatny masaż skóry dwa razy w tygodniu. Efekty są widoczne, po zabiegu skóra jest wyraźnie gładsza, ale nie umiem ocenić, czy bardziej nawilżona.  Niemniej stosuje się go bardzo przyjemnie i choć nie wiem, czy do niego powrócę (kusi mnie jego brat, Złoty scrub do twarzy) to na pewno nie żałuję, że kupiłam.
 
Cena to ok 15 zł, a kosmetyki Organic Therapy można kupić m.in. w sklepach Kalina  i Bioarp.
 
 
  

środa, 2 stycznia 2013

Noworoczne postanowienia i ulubieniec roku zeszłego - krem do rąk z granatem

Witajcie w Nowym Roku! Postanowień noworocznych zwyczajowo nie składam; na ogół szybciej je łamię, niż wymyślam, zamiast tego stwierdziłam, że w tym roku złożę sobie obietnice ;-) Pierwsza z nich dotyczy większej dbałości o formę fizyczną, nad czym zresztą  od  paru miesięcy pracuję. Druga - jako, że rok 2013 ma być szalony - to publiczna deklaracja, że latem tego roku skoczę ze spadochronem, choć na początek raczej w tandemie ;-) Szczerze? Nie mogę się doczekać!

W dzienniczku konsumenta powinnam pewnie zapisać: mniej kosmetyków kolorowych, zużyć zapasy, nie gromadzić nowych, ale wszystko to jest tak mało realne, że z góry odpuszczam. To jak nałóg, których zresztą mam kilka i bez których życie byłoby nudniejsze ;-) A skoro o uzależnieniach mowa, chciałabym pokazać Wam krem do rąk, który zupełnie zmienił moje podejście do tego typu kosmetyków. Dotychczas kremy do rąk były dla mnie rzeczą niezbędną - to fakt, ale z gatunku tych, do których nie przywiązywałam zbytnio wagi. Ot taki tam nawilżacz dłoni, nieważne jaka firma, nieważne jaki skład. Grunt, że w każdej torebce jakiś jest ;) Zmieniło się to w chwili, kiedy dostałam do testów krem do rąk firmy Pharmatheiss Cosmetics - Granatapfel Handpflegecreme.

Pharmatheiss Cosmetics, Granatapfel Handpflegecreme -
- krem do rąk szorstkich i zniszczonych

Uwielbiam go za wszystko -  za stylowe metalowe opakowanie, lekką i błyskawicznie wchłaniającą się, a przy tym zadziwiająco treściwą,  konsystencję, za zapach, choć to chyba bardziej siłą rozpędu, bo po prawdzie to nic w nim specjalnego nie ma ;-) i wreszcie - za efekty; doskonale nawilżoną i aksamitnie gładką skórę! W dodatku efekt ten  utrzymuje się znacznie dłużej, niż do następnego mycia rąk, co jest dla mnie ogromnym pozytywem, bo jakby nie było, ręce myjemy praktycznie co chwilę.

Pharmatheiss Cosmetics, Granatapfel Handpflegecreme -
- krem do rąk szorstkich i zniszczonych

Producent kieruje krem do posiadaczek szorstkich i zniszczonych dłoni, wymagających szczególnej pielęgnacji. Moim dłoniom na szczęście daleko do tego stanu (pomijam przedświąteczne porządki ;p), niemniej  kombinacja olejku z pestek granatu, olejku z awokado oraz oliwy z oliwek tłoczonej na zimno zdecydowanie czyni je jedwabistymi i delikatnymi na długo. (cytaty ze strony producenta). Krem jest wolny od parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.

Jedynym minusem jest cena, za pojemność 75 ml przyjdzie nam zapłacić ponad 30 zł, co jak na krem do rąk niską ceną nie jest. Niemniej warto, naprawdę i bardzo Wam go polecam!