środa, 15 maja 2013

Multani mitti, czyli błogosławieństwo żółtego błotka na twarzy ;-)

Lubię glinki. Do tego stopnia, że jestem im w stanie wybaczyć często gęsto nienajfajniejszy zapach, to, że trzeba się  z nimi trochę pobawić, zanim nałoży się je na twarz (wolę gotowe maseczki), nie mówiąc już o ilości czasu, który należy poświęcić, żeby po tej całej zabawie... tfu! zabiegach pielęgnacyjnych posprzątać. Ostatnio do grona ulubieńców, tuż obok marokańskiej glinki Synesis, którą cały czas polecam jako antidotum na większość problemów ze skórą, trafiła żółta glinka Multani mitti, znana także pod nazwą ziemi fulerskiej  - Fuller’s earth.
 
Glinka Multani mitti
 
'Jest to naturalna glinka osadowa bogata w krzem, tlenki żelaza, glin, magnez, wapń i kryształy szafiru. Jej nazwa wiąże się z miejscem pochodzenia - Mulatni mitti znaczy "błoto z Multanu", pn-zachodniego regionu Pakistanu, gdzie glinka została odkryta. Obecnie glinkę wydobywa się w USA, Anglii i Indiach. Hinduski od wieków stosowały Mulatni mitti do pielęgnacji skóry i włosów. Łączyły ją z mlekiem, jajkami, miodem, ziołami i nakładały na twarz w postaci upiększających maseczek. W czasie gorącej i meczącej pory letniej nakładały glinkę na twarz w celu jej ochłodzenia i rewitalizacji. Myły nią również włosy w celu nadania im połysku i miękkości oraz dokładnego oczyszczenia przed nałożeniem naturalnych farb roślinnych (henna, indygo) w celu uzyskania lepszego efektu kolorystycznego. W Europie glinka ta funkcjonuje pod nazwą 'Fullers Earth', czyli Ziemia fulerska. Nazwa wywodzi się od jej zastosowania, gdyż glinka ta była wykorzystywana w XIX wieku w Anglii przez pracowników tekstylnych zwanych "fullers" do odtłuszczania i oczyszczania wełny owczej.'  (informacje ze strony mazidła.com i tam też glinkę można kupić)
 
Glinkę kupiłam skuszona obietnicą silnych właściwości wybielających. Przypisuje się jej także właściwości odtłuszczające i ściągające, a przyznam, że i na oczyszczające miałam spore nadzieje. Glinka jest szczególnie polecana do pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej, ja wprawdzie takiej nie mam, ale i tak jestem z niej bardzo zadowolona. Zgodnie z oczekiwaniami glinka dobrze oczyszcza, regularnie stosowana pomaga w walce z zaskórnikami, łagodzi stane zapalne i przyspiesza ich gojenie się. Jest na tyle delikatna, że nawet jeśli zdarzy mi się przetrzymać ją zbyt długo na skórze, nie podrażnia jej. Czy rozjaśnia? Bezpośrednio po zmyciu jej z twarzy mam wrażenie, że skóra jest jaśniejsza, bardziej porcelanowa, ale trudno mi powiedzieć, czy efekt ten utrzymuje się na dłużej. Na pewno pomaga rozjaśnić ślady po wypryskach, zadrapaniach itp, ale tu z kolei trzeba regularności, z czym u mnie różnie bywa. Ładnie ściąga pory, skóra po takiej maseczce jest przyjemnie napięta i wygładzona.
 
Plusem jest także łatwość przygotowania, glinka szybko łączy się z wodą, w efekcie powstaje gładka i przyjemna w użyciu bezgrudkowa masa. Zmywa się dobrze, chyba nawet lepiej niż większość glinek. Zapach, wiadomo, dyskusyjny, nie owijając w bawełnę, glinka pachnie błotem, ale da się przeżyć. Swoją drogą, jeśli wiecie o jakichś przyjemnie pachnących glinkach koniecznie dajcie znać!
 
 

 

9 komentarzy:

  1. ta nie dla mojego typu skóry, ale takie glinki bardzo sobie cenię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam glinki wszelkiego rodzaju!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uczyłam się jakiś czas temu o glinkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może Ty znasz jakąś pachnącą? ;-)

      Usuń
  4. Ja nie przepadam za glinkami, nie lubię uczucia ściągnięcia i co chwilę zwilżania twarzy wodą termalną :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Z opisu wydaje się ciekawym kosmetykiem. Osobiście posiadam białą francuską glinkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja jestem len absolutny i kupuje tylko gotowce :P nie dla mnie zabawa w mieszanie :D

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, co o tym myślisz :-)