poniedziałek, 31 grudnia 2012

Świąteczny Berlin + małe zakupy w dm ;-)

Korzystając z wolnych dni zdecydowaliśmy się na spontaniczny wypad do Berlina. Miasto przywitało nas aromatem grzanego wina (także z dodatkiem rumu!), kawą o smaku tradycyjnych niemieckich pierniczków lebkuchen, pięknie przystrojonymi choinkami i mnóstwem kolorowych dekoracji ;-). Trudno było się oprzeć świątecznej atmosferze i tak po prawdzie nie opieraliśmy się jej wcale ;-)
 

 


 
 
Pogoda wyjątkowo dopisała, było ciepło (jak na grudzień ;-p) i momentami bardzo słonecznie ;) W drodze powrotnej udało nam się sfotografować stado przeuroczych jemiołuszek:

 
Mając w zasięgu ręki sieć drogerii dm nie mogłam nie skusić się na małe zakupy - ciasteczkowo-figowy balsam Balea pachniał tak przepysznie, że następnego dnia wróciłam po drugi ;-):

 
I tym optymistycznym akcentem zakończyłam zakupy kosmetyczne w tym roku ;-) Pozostaje mieć nadzieję, że przyszły będzie równie owocny, czego sobie i Wam życzę, podobnie jak upojnej zabawy sylwestrowej! Do zobaczenia w przyszłym roku!



 

piątek, 28 grudnia 2012

Modern Mercury od Estee Lauder rozświetlaczem roku ;-)!

Święta to czas lśniącej gwiazdki, choinkowych lampek, których światło odbija się w szklanych bombkach, migoczących łańcuchów i świątecznych ozdób, skrzącego brokatu, słowem wszystkiego, co się błyszczy i świeci, im mocniej tym lepiej! Nie czas tu na mat i taka też myśl przyświeca mi w makijażu -  najchętniej zatem sięgam po rozświetlacze, ostatnio głównie Modern Mercury od Estee Lauder.
 
Estee Lauder, Pure Color Illuminating Powder Gelee Modern Mercury
 
Jest to zdecydowanie jeden z najciekawszych kosmetyków rozświetlających  w mojej kolekcji, z uwagi na taflowe  wykończenie - uniwersalny - nadaje się zarówno do dyskretnego rozświetlenia twarzy w ciągu dnia, jak i dodania jej mocniejszego błysku w wieczorowym makijażu.

Estee Lauder, Pure Color Illuminating Powder Gelee Modern Mercury
 
Ogromna pojemność 5,5 g gwarantuje, że rozświetlacz najprawdopodobniej szybciej nam się znudzi, niż skończy. W opakowaniu obok rozświetlacza znajdziemy aplikator - dla mnie raczej mało praktyczny, i spore lusterko, przydatne, gdy na szybko chcemy skontrolować czy poprawić makijaż.

Estee Lauder, Pure Color Illuminating Powder Gelee Modern Mercury - swatch
 
Kolor? Piękny, złoto-brzoskwiniowy, na mojej skórze czasem pojawiają się też delikatnie miodowe refleksy. Mimo ciepłego wykończenia ładnie zdobi nawet chłodne typy urody. Stosuję go również jako cień do powiek, cudownie podkreśla zielony kolor tęczówki.
 
Modern Mercury jest trwały, raz nałożony na skórę trwa na niej aż do demakijażu. Nie uczula i nie zapycha. Poleciłabym, gdyby nie to, że jest już niedostępny (pomijam aukcje Allegro i Ebay, na których ceny MM wywindowane są do granic niemożliwości), niemniej w każdej nowej kolekcji pojawiają się następne wersje kolorystyczne, miejcie je zatem na uwadze - na pewno pojawi sie coś ciekawego!
 
 
 

środa, 19 grudnia 2012

Piernikowe choinki ;-)

Nie znacie mnie jeszcze z tej strony, ale jedną z moich pasji, obok przytulania kotów i kupowania kosmetyków ;-)  jest także gotowanie, a zwłaszcza pieczenie - słowem szeroko pojęte kulinaria ;-) I kiedy zobaczyłam na stronie jednego z najczęściej odwiedzanych przeze mnie blogów kulinarnych te pierniki, wiedziałam, że muszę je zrobić. Nie powstrzymał mnie nawet brak odpowiednich foremek, kształt choinkowych komponentów wycięłam nożem ;-)
 
A oto co wyszło:
 
 
Choinkowy las ;-)
 
 
 


i mały tartak ;p


 
Główny konsument moich kulinarnych wyczynów zjadł kilka drzewek i orzekł, że smaczne ;-) Ja dotąd nie przepadałam za piernikami, ale dzięki nim czuję, że powoli zmienię zdanie.
 
A Wy? Lubicie robić pierniki, czy wolicie je jeść? ;-)
 
 
 

sobota, 15 grudnia 2012

Hot Cream - skuteczne antidotum na zimne stopy i dłonie od firmy Acerin

Jestem okropnym zmarzluchem, na co ponoć wpływ ma m.in. niskie ciśnienie krwi, a co za tym idzie, słabe krążenie. Efektem tego jest to, że zarówno moje dłonie jak i stopy zwykle są lodowate i spokojnie mogłyby służyć jako okład dla pingwina :D Kiedy więc firma Acerin zwróciła się do mnie z propozycją współpracy, miałam nadzieję, że w przesłanej do testów paczce znajdzie się najciekawszy dla mnie z całej gamy ich produktów, Hot Cream; krem na zimne stopy i dłonie. Tak też się stało i z prawdziwym entuzjazmem przystąpiłam do testów.
 
Acerin, Hot Cream, Krem na zimne stopy i dłonie
 
Na wstępie zaskoczył mnie zapach, ostry i cierpki, nie do końca trafiający w moje upodobania (ale znam też osoby, którym zapach bardzo się podoba) i na dłuższą metę męczący.  Na szczęście nie trwa on wiecznie i po jakimś czasie ulatnia się.
 
Acerin, Hot Cream, Krem na zimne stopy i dłonie

Sam krem ma przyjemną średnio gęstą i jakby żelową konsystencję, łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania. Pielęgnuje skórę, zostawiając ją miękką i nawilżoną. Regularnie stosowany (zgodnie z zaleceniem producenta - co najmniej dwa razy dziennie) wzorowo wywiązuje się ze swojego głównego zadania - przeciwdziałania wychładzaniu się słabiej ukrwionych części ciała. O dziwo, nie dzieje się tak wprost przez rozgrzanie dłoni, krem działa z pozoru niezauważalnie, niemniej bardzo skutecznie. Nałożony na zziębnięte ręce szybko przywraca je do życia. Krem zapobiega czerwienieniu się na skutek przemarznięcia skóry i można go stosować także na policzki, nos czy uszy.

Składnikami aktywnymi są wyciąg z kasztanowca i arniki, które rozszerzają, uszczelniają i uelastyczniają ścianki naczyń włosowatych, a także hesperydyna, która poprawia mikrokrążenie w drobnych naczyniach krwionośnych, dzięki czemu zwiększa przepływ krwi, dotlenia, ułatwia rozgrzanie i likwiduje zsinienia. Krem został przebadany dermatologicznie. Opakowanie jest praktyczne, miękkie i ułatwiające aplikację. Pojemność  - 75 ml, cena - ok. 12 zł. Szczerze polecam wszystkim zmarzluchom! ;-)
 
 
 
 

piątek, 14 grudnia 2012

Wyniki rozdania Jolly Jewels ;-)

Chciałam wszystkim serdecznie podziękować za uczestnictwo w rozdaniu, bardzo jest mi miło, że jesteście ze mną na blogu, a jeszcze milej, kiedy komentujecie moje wpisy ;-)
 
Z braku szczęśliwej łapki do losowania, wzorem Destii wykorzystałam kota, wierzcie mi na słowo, przynosi mnóstwo szczęścia, zwłaszcza kiedy chowa pazury i włącza mruczenie ;-)
 
Niestety, światło już nie to, a i obiekt nadzwyczaj ruchliwy, musicie więc wybaczyć, że wyniki trochę rozmazane ;-) Ale spokojnie, trochę czasu i nauczymy się losować z godnością ;-)))
 
 
A oto relacja z losowania
 
 
No no, wyczuwam ściemę, jedzeniem to nie pachnie :]
 
Kociakowi zabawa bardzo sie spodobała; najpierw dokładnie obwąchał miseczkę, podskubując delikatnie co poniektóre losy...

..no dobra, to chociaż się pobawię... Mam! Mam!!
 
 ... by wreszcie zdecydowanym ruchem wziąć Weronikę w pyszczek ;-)
 
Ooo! To lata!!

Anununu nie miała tyle szczęścia, wylądowała na pazurze ;-)

Wybór kota ;-)
 
I tak kocim wyborem lakiery powędrują do Weronika Kika i Anununu.
 
 
Dziewczyny bardzo proszę podajcie mi dane adresowe na maila: ellisabeth@o2.pl, dodatkowo ta, która pierwsza odezwie się w komentarzu proszona jest o wybór koloru lakieru :)
 
 
  
 

L'oreal, Caresse, Hypnotic Red

Bardzo lubię szminki o błyszczykowym wykończeniu, zdecydowanie częściej sięgam po nie, niż po tradycyjne, cięższe w końcowym efekcie, pomadki. Dotychczas moim ulubieńcem w tej kategorii były szminki z linii Dior Addict, od niedawna dołączyła  do nich pomadka marki L'Oreal z serii Caresse
 
Jedyny zarzut jaki mogłabym postawić, to ten, że kolory są troche niejakie, żaden jakoś specjalnie nie chwycił mnie za serce, ostatecznie zdecydowałam się na chłodną czerwień, oznaczoną symbolem 403 - Hypnotic Red.
 
L'Oreal, Caresse, 403 - Hypnotic Red

Z wyboru jestem więcej niż zadwolona, kolor jest soczysty, choć jednocześnie jakby transparentny, całość daje wrażenie nawilżonych, lekko wilgotnych ust - cudo! Efekt jest trwały, nawet kiedy zniknie już połysk, na ustach pozostaje delikatna warstwa koloru.


L'Oreal, Caresse, 403 - Hypnotic Red
 
Opakowanie stylowe i eleganckie, choć nieco trudności nastręczać może fakt, że, aby je zamknąć, trzeba prezycyjnie wcelować skuwką w nasadę, co w pośpiechu różnie wychodzi i może skutkować uszkodzeniem samej pomadki. 

L'Oreal, Caresse, 403 - Hypnotic Red - swatch na skórze
 
Kolor, jak wspomniałam wcześniej, jest chłodny, dzięki czemu świetnie koresponduje z moim typem urody (lato), a że przeważająca część polek to właśnie typy chłodne, myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że bedzie pasował wiekszości z Was :) Dzięki lekkiemu, połyskującemu wykończeniu, jak najbardziej nadaje się do noszenia na codzień.
 
Moja Caresse bardzo ładnie pachnie, coś jakby malinami? W konsystencji jest miękka i aksamitna, usta nie tylko wyglądają na nawilżone, ale takie też są.
 
Cena to ok. 40 zł, moim zdaniem bardzo, bardzo warto!
 
 
ps. Tutaj możecie zobaczyć, jak prezentuje się na ustach: klik
 
 
 
 

środa, 12 grudnia 2012

Sanoflore, Roll-On SOS Imperfections

Szczerze wątpię, czy święty Mikołaj miewa problemy z cerą, ale gdyby jednak mu się przytrafiały, z całego serca polecam SOS Imperfections, Sanoflore ;o). Koncentrat Roll-on SOS przeciw niedoskonałościom, z olejkiem eterycznym z trawy cytrynowej bio, to zamknięty w niewielkiej, bo zaledwie 15 mililitrowej, tubce kosmetyk, którego głównym zadaniem jest zwalczanie niechcianych niespodzianek, okresowo pojawiających się na skórze chyba u każdej z nas (tym, które tego problemu nie znają jednocześnie gratuluję i zazdroszczę, sama nie wiem, co bardziej ;-))
 
Sanoflore, Koncentrat Roll-on SOS
przeciw niedoskonałościom z olejkiem eterycznym z trawy cytrynowej bio
 
Jeśli skusicie się na zakup, na wstępie będziecie musiały przeboleć fatalne opakowanie, a jest naprawdę fatalne - nie rozumiem, jak można było wpaść na pomysł, żeby z założenia antybakteryjny preparat zamknąć w opakowaniu roll-on, które siłą rzeczy dotyka zaognionej skóry. Od razu mam wizję mnożących się po każdej aplikacji bakterii i żadna siła nie zmusi mnie do używania kulki zgodnie z przeznaczeniem. Na szczęście kiedy ściśniemy tubkę, kosmetyk wydostaje się szczeliną między kulką a opakowaniem i taka forma, z braku laku, zupełnie mi odpowiada, a kwestię higieny mam pod kontrolą.
 
Fatalna kulka w roli głównej
 
Potem jest już tylko lepiej - preparat sprawnie radzi sobie z niwelowaniem wyprysków, nie ściąga, nie wysusza i nie podrażnia skóry. Zapach ma przyjemny, orzeźwiający, co jest miłą odmianą po Regenerującym sprayu Alvy, który opisywałam tutaj. Porównując oba kosmetyki, spray Alvy uważam za skuteczniejszy, a na pewno szybszy w działaniu, natomiast jesli chodzi o komfort stosowania (zapach!) Sanoflore wygrywa w przedbiegach ;) 
 
Używam go jedynie punktowo i raczej na noc, obficie nałożony może zostawić po sobie białą warstwę, ale jeśli nam to przeszkadza, wystarczy zaaplikować go skromniej. Jak wspomniałam wcześniej, z działania jestem zadwolona, ale jeśli miałabym go komuś polecać, to raczej tym z Was, u których problemy z cerą występują sporadycznie i są raczej niewielkie.
 
Jak wszystkie kosmetyki Sanoflore, także i ten jest ekologiczny, opatrzony certyfikatem ECOCERT. Stacjonarnie można go kupić wyłącznie w aptekach, ale oczywiście dostępny jest także w Sieci, cena waha się w okolicach 50 zł. W SuperPharm  kosmetyki Sanoflore często są w promocjach - 30%.


piątek, 7 grudnia 2012

Chanel, Winter Nights

Jest coś takiego w tych cieniach, że rzeczywiście sięgam po nie najczęściej zimą.  Być może to za sprawą tego, że najciemniejszy, zielony, cień budzi we mnie skojarzenia z choinką, przystrojoną w migoczące lampki ;-) Śliczny jest, naprawdę, i głównie dzięki niemu cieszę się, że mam tę paletkę w swojej kosmetycznej kolekcji.
 
Chanel, Winter Nights
 
Posiadam amerykańską wersję cieni, która od europejskiej różni się ich kształtem (w wersji europejskiej cienie są okrągłe) i pigmentacją - te wypuszczane na rynek amerykański pozwalają uzyskać bardziej nasycony kolor.
 
Opakowanie jest typowe dla Chanel, czarne i zgrabne, w przyjemnej dla oka formie. Miało parę trudnych spotkań z kafelkami, ale można powiedzieć, że wyszło z nich obronną ręką - jedynie plastik trochę się poluzował, same zaś cienie pozostały nienaruszone. Do opakowania standardowo dołączane są dwie pacynki, dla mnie kiepskiej jakości, nie próbuję więc nawet udawać, że ich używam i zwykle wyrzucam je od razu.

Chanel, Winter Nights, swatch

Dwa najjaśniejsze cienie sprawdzają się w roli bazy, z ciemniejszymi można poszaleć ;-) Nie do końca udało mi się w pełni oddać kolor cienia brązowego - w rzeczywistości ma w sobie nutkę szarości i jest naprawdę bardzo ładny. Ulubieńcem - jak wspomniałam na początku - jest zielony wkład, który ma w sobie mnóstwo pięknie skrzących malutkich drobinek brokatu. Cudo!

Chanel, Winter Nights, swatch
 
Cienie na bazie są bardzo trwałe, łatwo się blendują, choć w przypadku najjaśniejszych trzeba się trochę namachać pędzelkiem, żeby efekt był widoczny.
 
Nie jestem pewna, czy Winter Nights są wciąż dostępne, ale z tego co widziałam w sieci, zestaw Premier Regard jest bardzo podobny, tyle tylko, że zawarta w nim zieleń pozbawiona została błyszczących drobinek.  Cena jak zwykle zwala z nóg, więc polecam głównie wielbicielom marki ;-)
 
 
 

czwartek, 6 grudnia 2012

Sleek, Rose Gold

O ile latem najczęściej ograniczam się do brązera i rozświetlacza, z nadzieją, że słoneczne promienie dopełnią dzieła ;-), tak zimą znacznie chętniej sięgam po róż.  Kolor na policzkach poprawia mi humor, odświeża zmęczoną ponurą aurą twarz i wreszcie nikt nie pyta, dlaczego jestem taka blada!

Z firmą Sleek nie do końca jest mi po drodze, z jednej strony doceniam ich produkty, z drugiej - na kilka kupionych paletek cieni ostatecznie została ze mną jedna i choć kusi mnie kilka następnych, to jednak wcale nie wiem, czy chcę je mieć ;-) Ot dylematy ;-)

Sleek Make Up, Blush Rose Gold

Podobnie jest z różem Rose Gold, niby mi się podoba, a jednak nie do końca.

Nic konkretnego nie mogę mu zarzucić - jest mocno napigmentowany i choć łatwo z nim przesadzić, nadmiar różu bez problemu rozetrzemy pędzelkiem. Trwałość - również bez zarzutu, nie ściera się i nie znika w ciągu dnia. Nie uczula i raczej nie zapycha - raczej, bo sięgam po niego zbyt rzadko, by stwierdzić to z całą pewnością.  

Sleek Make Up, Blush Rose Gold

Kolor - niejednoznaczny, czasem różowawy, czasem brzoskwiniowy, najczęściej po prostu łososiowy. Dla mnie chyba trochę zbyt ciepły i zbyt połyskliwy, choć przyznaję - bardzo interesujący. Myślę, że jest wprost stworzony dla ciepłych typów urody, pięknie będzie się komponował z rudawymi piegami ;-)

Sleek, Rose Gold, swatch na palcach...

Złoty połysk jest mocno widoczny i zwraca uwagę, przez co wydaje mi się trochę bazarkowy, choć najpewniej po prostu nie gra z żółtawą tonacją mojej skóry.

... i na policzku
(na skórze podkład Shiseido, Perfect Refining,
na powiekach Sleek Paraguaya plus kredka MUFE)
 

Opakowanie? Plastikowe, solidne - mieści 8 gramów produktu - dużo, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę moc koloru i co za tym idzie - wydajność ;-) Cena również jest korzystna - ok. 30 złotych. Minusem może być dostępność - w Polsce głównie Allegro i internetowe drogerie.
 
Podsumowując, mimo że nie do końca przypadł mi do gustu kolor i zbyt nachalny w mojej ocenie błysk, uważam że to całkiem udany kosmetyk. Jeśli będę miała okazję (czytaj - trafię na bardzo korzystną cenę) pownie skuszę się na inny kolor, a póki co Rose Gold szuka nowego domku ;-)

ps. No i oczywiście, wszystkiego najlepszego wszystkim Mikołajom! ;-)


 

środa, 5 grudnia 2012

Zapytaj Google...

... czyli jak do mnie trafiacie ;-)


źródło

Oto parę haseł, które zwróciły moją uwagę i mój komentarz do nich ;)
 
 
rzeczy zniszczone są piękne
 to zdaje się życiowe motto mojego kota ;-)
 
mały pieszczoch kicia 
  taak, zdecydowanie chodziło o kota :D
 
baza niebieska twarz 
 obawiam się, że nie pomogę ;-)

ben nie fair
 a tak dobrze mu z oczu patrzyło ;-)
 
jakich zwierząt użyto w skyfall 
 samych dzikich bestii! :D
 
najserdeczniejsze życzenia z okazji urodzin rihanna
 dołączam się do życzeń ;-)
 
ciemne podkówki u niemowlaka 
 absolutnie nie pudrować!
 
przepisy babci + włosy 
 dziadka?
 
nawozy podobne do brokatu czy są
 oby nie!
 
neutralizacja koloru włosów zielony
 pomóc nie pomogę, ale szczerze wspołczuję
 
najnowsza linia kremow do twarzy eveline i połaczone płyny
micelarne  odzywczy krem nawilzajacy i co 
 dużo byśmy chcieli
 
 
Ponadto parę zapytań z serii co autor miał na myśli?
 
zelki zeli bon
?
 
deklaracja marketingowa błyszczyk
???
 
 
Oraz pobawmy się kolorami:
 
jaki kolor otrzymamy po zmieszaniu czerwonego i pomarańczowego

jaki kolor otrzymamy po zmieszaniu czerwonego z niebieskim

jaki kolor otrzymamy z czarnego i pomaranczowego
 
 
and last but not least:

 co myślicie o craigu


źródło


No właśnie, co myślicie o Craigu? ;-)


wtorek, 4 grudnia 2012

Wieczór z L'Occitane

W ubiegły piątek wybrałam się, wraz z koleżankami, do Galerii Bałtyckiej na Prowansalskie spotkanie organizowane przez Zwierciadło i L'Occitane. Na początek zostałyśmy ugoszczone lampką wina, co poprawiło nasze i tak już wyśmienite nastroje ;-)


Wysłuchałyśmy opowieści o ideologii marki, dogłębnie zapoznałyśmy się z produktami - nie pamiętam już, kiedy spędziłam tyle czasu w jednym sklepie! Oglądałyśmy, wąchałyśmy, dotykałyśmy - słowo daję, niczego nie pominęłyśmy. A w międzyczasie kolejno każda z nas poddała się zabiegowi peelingowania dłoni.

Na koniec - sympatyczny akcent - każda z nas została obdarowana torbą z kosmetykami. Znalazły się tam takie produkty jak:




Dzięki nim mam nadzieję bliżej zapoznać się z marką L'Occitane, oczarowały mnie nie tylko naturalne składy, ale przede wszystkim zapachy! 

A Wy? Używacie kosmetyków L'Occitane? Jeśli tak, zapraszam do podzielenia się wrażeniami ;-) 



poniedziałek, 3 grudnia 2012

Cukierkowy róż Inglota

Jak świetnie obrazuje stopień zużycia - jeden z ulubionych ;-)

Inglot, Ultradelikatny Róż do Policzków, odcień nr 72
 
Używam go zarówno w jego pierwotnym przeznaczeniu - jako róż właśnie, ale równie często wykorzystuję jako cień do powiek. Matowy odcień chłodnego różu świetnie podkreśla kolor mojej tęczówki (myślę, że równie pieknie będzie się komponował z szarą i niebieską barwą oczu), ponadto odświeża oko i niweluje wizualne skutki zmęczenia.

Inglot, Ultradelikatny Róż do Policzków, odcień nr 72 - swatch
 
Róż jest miękki, o niemal kredowej konsystencji. Wbrew nazwie - ultradelikatny - jest całkiem nieźle napigmentowany, ale dzięki wspomnianej konsystencji łatwo się nim operuje - nadmiar koloru na twarzy bez problemu można zmieść pędzelkiem.

Inglot, róż nr 72 na policzkach,
w roli podkładu wybitnie podkreślający pory
 mineralny puder z Lauress.

Jest trwały, nie znika w ciągu dnia.

Opakowanie plastikowe, praktyczne, choć niezbyt ładne. Na plus - wytrzymało niejedno zderzenie z twardą podłogą. Pojemność wkładu to 2,5 grama, cena - ok. 18 zł.

Polecam, dobry kosmetyk w przyjaznej cenie.