piątek, 9 listopada 2012

Kul(k)oodporna? ;-)

Od paru dni na blogach wrze, tu i tam dziewczyny prezentują nową odsłonę mitycznych kulasów od Guerlain. Wyjątkowo w tym roku mnie to nie rusza, może dlatego, że w pamięci mam żywe wspomnienie tego, ile wysiłku i czasu włożyłam w zdobycie limitowanej edycji z poprzedniego roku, po to, by po tygodniu stwierdzić, że to jednak nie to i puścić ją w świat ;-) Tegoroczna wersja wydała mi się łudząco podobna do poprzedniej, z góry więc założyłam, że da się bez niej żyć ;-)
 
Guerlain, Meteorites Pearly White 
 
A czy da się żyć bez meteorytów w ogóle? Pewnie tak, ale co to jest za życie ;-) Żartuję oczywiście, ale niezmiennie bawi mnie to, jak parę kolorowych kuleczek, w do niedawna tekturowym kartoniku, hipnotyzuje sporą część kobiecego światka. Swego czasu zahipnotyzowały i mnie, do dziś pamiętam jak mój ulubiony mężczyzna dumnie sprezentował mi moje pierwsze kuleczki w najbardziej klasycznym odcieniu Mythic ;) Wąchałam (taak, meteoryty cudownie pachną) i oglądałam je z prawdziwą przyjemnością, parę razy musnęłam nimi policzki... po czym je sprzedałam. Potem skusiłam się jeszcze na jedną czy dwie limitowanki, które też długo ze mną nie zostały, aż trafiłam na odsłonę Pearly White, która podbiła mnie ostatecznie i z którą rozstawać się nie zamierzam.
 
Guerlain, Meteorites Pearly White,
opakowanie już trochę sfatygowane 
 
Jak już wspomniałam, opakowanie, jakkolwiek ładne, jest tekturowe, co wydaje mi się absurdem zważywszy na cenę kulek. Na szczęście od zeszłego roku meteoryty wreszcie doczekały się godnej oprawy i papierowa puszka została zamieniona na metalową. Piękna jest ;) 
 
W opakowaniu umieszczono biały miękki puszek, który w ostatnich edycjach został zamieniony na mało urokliwą twardawą gąbkę - zarówno puszek jak i gąbka służą jedynie do ochrony kulasków przed wstrząsami. Samych kulek jest kilkadziesiąt (jeśli dobrze pamietam koło 70) i szczerze chylę czoła przed każdym, komu uda się je zużyć.


Guerlain, Meteorites Pearly White
 
Na Pearly White składa się pięć pastelowych kolorów kulek - fioletowe, różowe, złotobeżowe, białe i zielone. Są dość miękkie, jak chyba większość meteorytów, dlatego zwykle na dnie pudełka gromadzi się całkiem spora ilość pyłu osypanego z kuleczek. Często to właśnie z niego korzystam, zwłaszcza, gdy chcę szybko omieść twarz pudrem.
 
Meteorites Pearly White - tu na kościach policzkowych

I wreszcie efekt. Dla wielu dyskusyjny - coś jak szaty nagiego króla, niby są, niby piękne, ale tak naprawdę ich nie widać  - fotoszopujący, ale na tyle dyskretny, że trudno go dostrzec. Takie wrażenia miałam i ja po użyciu poprzednich pudełeczek, tu na szczęście jest inaczej i z łatwością mogę opisać, co oferuje Pearly White. A mianowicie delikatne, ale wyraźne rozświetlenie, a może bardziej oszronienie twarzy, coś jak zmrożony look na podobieństwo rosyjskich księżniczek z moich wyobrażeń. Błysk uzyskany najpewniej za sprawą perłowego poblasku kulek jest chłodny, elegancki i uwielbiam go! Efekt jest trwały, rozświetlające drobinki maleńkie i niewędrujące po twarzy, niemniej są i dlatego ja meteorytów używam jedynie na kości policzkowe, skronie i okolice łuku brwiowego. 
 
Czy skuszę się jeszcze kiedyś na meteoryty? Jeśli Guerlain wypuści podobne Pearly White kulaski, bądź jeśli wpadnie w moje ręce limitka Pastel White, dostępna jedynie na rynku azjatyckim, to na pewno ;)
 
A Wy? Jesteście kulkoodporne? ;-)
 
 
 
 

15 komentarzy:

  1. Moje kulki leżą nie używane:) Ale uwielbiam je:)

    OdpowiedzUsuń
  2. chciałabym meteorytki ale póki co mam inne wydatki na głowie;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Pragnę ich już dłuższy czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych konkretnie, czy jakichkolwiek?:D

      Usuń
  4. Kiedyś się na nie skusiłam ale nie skradły mego serca. Ostatnio dostałam 00 blanc de perle i też się ich pozbywam bo nie lubię podbijać bladości mej cery. Lubuję się w Pszczołach, motylach no i od niedawna w dragonach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo Blanc de perle, zapomniałam o nich, są na mojej wishliście ;) Spełnienie marzeń bladziocha :D

      Usuń
  5. Mam Beige Chic i nie lubimy się za bardzo. Leżą gdzieś zapomniane w głębi toaletki. Więc tak, chyba jestem kulkoodporna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie używałam, nie są na mojej wishliście, ale zawsze gdy są pokazywane na blogach, to siedzę z opadniętą szczęką. Niby nic, a wrażenie robi piorunujące.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja jestem całkowicie niekulkoodporna! Wręcz uzależniona:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Narazie jestem kulkoodporna ale nie wiem jak długo jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak, ja tez jestem kuloodporna ;)
    Nie lubię formy kulek w kosmetykach.
    Nie pojmuję ich fenomenu...
    No ok - mają ładne opakowanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem kulkoodporna :) Do tej pory nie miałam żadnych meteorków i na razie nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy jestem kulkoodporna ?? ciężko powiedzieć, strasznie mi się podobają, ale jeszcze nie miałam ich w swojej kosmetyczce :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam i nie będę miała żadnej puchy, aczkolwiek uroku i elegancji kulkom odmówić nie mogę:) Lubię popodziwiać:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jestem, jestem, jestem :) Ciekawe jak długo jeszcze ;)

    btw. zostałaś otagowana:
    http://kobiecacodziennosc.blogspot.com/2012/11/tag-liebster-blog.html#more

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, co o tym myślisz :-)